Jesteś w potrzebie, szukasz szybkiej gotówki?

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Moja walka o życie psa
Facebook

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 28-05-2016/17:27

Moja walka o życie psa

Reklama


 

Moja walka o życie psa

Gdyby te wszystkie perypetie nie przydarzyły się mi tylko usłyszałbym je od innej osoby jako jej życiową historię chyba bym nie uwierzył. Patrząc wstecz na swoje perypetie  dochodzę do wniosku, że moje życie nadaje się na dobry film, albo książkę. Zainspirowany ostatnią rozmową z moją przyjaciółką (pozdrawiam Cie Ala!) postanowiłem podzielić się swoją historią. Ku pokrzepieniu serc zmagających się z problemami i jako dowód, że można wyjść nawet z największej matni.  

Trzy lata temu byłem zdrowym, pozbawionym większych zmartwień 23 latkiem. Pracowałem jako kucharz w pewnej knajpie w centrum Gdańska, miałem dziewczynę, z którą byłem szczęśliwy i zgraną paczkę przyjaciół. Życie mijało mi beztrosko na pracy i imprezowaniu. Nic nie zapowiadało kryzysu i ciężkich chwil, z którymi przyszło mi się zmierzyć.

 Miałem psa, pięcioletniego kundla, którego znalazłem jako szczeniaczka dzień przed swoimi 18 urodzinami. Wabił się Bambata, nadałem mu to imię na cześć jednego z moich ulubionych raperów. Moje problemy nastąpiły jakoś pod koniec wakacji 2013 roku i to właśnie mój milusiński był punktem zapalnym, od którego wszystko się zaczęło.

 Był to okres kiedy wszystko działo się intensywnie. Spędzałem całe dnie w pracy, a wieczory i noce albo z dziewczyną albo na zabawie z przyjaciółmi. Wszystkie pieniądze  wydawałem na bieżąco, albo na przyjemności, albo na zbytek typu markowe ubrania, nowy zegarek, perfumy. Traktowałem pieniądz lekko, na zasadzie łatwo przyszło łatwo poszło, nie przywiązywałem do niego większej wagi. Oszczędzanie było dla mnie abstrakcją, liczyło się tu i teraz.

 Byłem do reszty pochłonięty sobą, dom traktowałem jak hotel, cierpiał też na tym Bambata. Od zawsze był to „mój” pies, a zacząłem go zaniedbywać, siostra litowała się nad nim i go karmiła i wyprowadzała, ale tak to był on pozostawiony sam sobie. Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że tak późno zorientowałem się, że coś jest nie tak. Bambata zawsze był szczupłym i pełnym wigoru psem, a nagle przybrał na wadze i przestał praktycznie się ruszać. Był osowiały, nie chciał biegać, szybko się męczył. Jednak nie wzbudziło to wątpliwości, ani moich ani pozostałych domowników. Dopiero jak dostał łupieżu i zaczął gubić więcej sierści niż zazwyczaj ocknąłem się, że coś jest nie w porządku i zaniepokojony udałem się z nim do weterynarza.

 W tym miejscu zaczął się mój koszmar. Weterynarz stwierdził podejrzenie niedoczynności tarczycy i zlecił badanie krwi i badania hormonalne.  Badania plus koszt wizyty wyniosły mnie 500zł. Nie powiem, zabolało mnie to po portfelu, ale powodowany troską o zwierzaka i poczuciem winy zapłaciłem bez zająknięcia. Badania potwierdziły wstępną diagnozę. Lekarz przepisał hormony tarczycy, które miały pomóc i kazał zgłosić się na wizytę kontrolną. Cała kuracja miała trwać około dwóch miesięcy, weterynarz mówił, że po tym czasie powinno wszystko wrócić do normy. Nie wróciło. Bambata miał się coraz gorzej, stał się agresywny, wycofany, nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Zaczął mieć zmiany na skórze, zaczerwienienia, zaczęła mu kępami wypadać sierść, miał łyse placki, łuszczyła mu się skóra. Nie mogłem na to patrzeć, jak mój ukochany towarzysz się męczy, ciągle się drapie jak opętany. Nie poznawałem własnego psa!

 Moje życie zmieniło się diametralnie, niekończące się wycieczki od weterynarza do weterynarza, kolejne serie badań i leków rujnowały mnie finansowo. Po wydaniu prawie całej wypłaty na leczenie psa, z braku oszczędności, wziąłem pierwsze chwilówki. Najważniejsze było ratować Bambatę, którego stan z dnia  na dzień był coraz gorszy. W końcu któryś z kolei weterynarz stwierdził nużycę. Jak się okazało choroba ta wymagała ogromnego zaangażowania z mojej strony. Musiałem go regularnie kąpać ze specjalnym preparatem, przynajmniej trzy razy w tygodniu prać jego legowisko i stosować specjalną dietę – gotowane jedzenie i drogie suplementy oraz witaminy. Można powiedzieć, że opieka nad Bambatą stała się pracą na etat.

 Gdyby to było jedyne moje zmartwienie myślę, że dałbym radę, ale jak coś się sypie to zazwyczaj wszystko naraz. Całe to zamieszanie z psem bardzo się na mnie odbiło. Przez wożenie psa na badania i po weterynarzach zaniedbałem pracę. Szefostwo na szczęście zrozumiało moją sytuację, ale z całego etatu musiałem przejść na pół co wiązało się z mniejszymi zarobkami, a wydatki rosły. Pogorszyły się moje relacje z rodziną, która obwiniała mnie o chorobę psa. Jakby tego było mało moja dziewczyna zamiast mnie wspierać w walce o psa robiła mi coraz większe wyrzuty o to, że nie poświęcam jej czasu.

W końcu okazało się, że zdradza mnie z najlepszym przyjacielem. Reszta paczki opowiedziała się za nimi, w ten sposób zostałem sam z tym wszystkim.

 Mijał czas, ja wpadałem w coraz większe kłopoty finansowe, byłem zadłużony u rodziny i w chwilówkach, nie zauważałem tego, że już jestem w pętli, a same przedłużenia zaczynają kosztować tyle ile początkowo pożyczyłem. Coraz bardziej palił mi się grunt pod nogami. Pocieszałem się tym, że chociaż wygrałem walkę o psa, Bambata wracał do zdrowia. Kosztowna batalia się opłaciła, Bambiemu odrastała sierść i odzyskiwał dawny wigor. Myślałem że to już koniec problemów i teraz będę mógł stanąć na nogi, wziąć się ostro do roboty i nadrobić straty. Sądzę, że dalszych wydarzeń nie przewidziałby nawet największy pesymista.

 Pewnego wieczoru będąc na spacerze z psem ten zauważył kota i ruszył za nim w pogoń. Zaskoczył mnie tym na tyle, że wyrwał mi smycz z ręki i wybiegł prosto na ulice. Prosto pod koła jadącego samochodu, było ciemno i padał deszcz, kierowca nie miał nawet szans wyhamować na czas. Widząc jak mój pies wpada prosto pod rozpędzone auto miałem wrażenie jakby mój świat właśnie rozpadł się na kawałki. Poczułem taką niemoc i pustkę jakiej nie czułem jeszcze nigdy wcześniej. Obrażenia były na tyle rozległe, że jedyne co można było zrobić to uśpić go, by skrócić jego męki. Nadal jak o tym pomyśle to przechodzą mnie ciarki.

 Po tym wydarzeniu załamałem się kompletnie. Jedyne co mi zostało w życiu to wciąż powiększające się długi, których nie byłem w stanie spłacić. Miałem wszystkiego dosyć, obwiniałem o to wszystko siebie. Nie pamiętam jak długo to trwało, ale powoli kiełkowała we mnie myśl, aby uwolnić się od tego wszystkiego i odebrać sobie życie. W końcu równy miesiąc po tym tragicznym zdarzeniu czułem się tak paskudnie, że postanowiłem ze sobą skończyć. Gdy nikogo nie było w mieszkaniu pozamykałem szczelnie drzwi i okna w kuchni, w szpary powtykałem szmaty, ścierki, to co mi wpadło w ręce, odkręciłem wszystkie kurki w kuchence i położyłem się na podłodze ze zdjęciem swojego pupila.

 Następne co pamiętam to pobudka w sali szpitalnej. Później tata mi zrelacjonował, że wrócił wcześniej z pracy, bo jeden z jego klientów odwołał spotkanie. Wszedł do kuchni w ostatnim momencie kiedy byłem już nieprzytomny i wezwał pogotowie. Lekarze twierdzą że to cud, że przeżyłem.

 To wydarzenie było punktem zwrotnym w moim życiu. Relacje z rodziną znacznie się poprawiły, rodzice wraz z siostrą zmusili mnie, abym poszedł na terapię, więc chodziłem do psychologa i na terapię grupową. Rodzice wzieli kredyt, abym mógł spłacić chwilówki, żeby dług już nie rósł. Z czasem znalazłem pracę  w swoim zawodzie i spłacałem ile tylko mogłem.

Na terapii poznałem Alicję, z którą szybko znalazłem wspólny język i od tej pory już nie czuje się samotny. W tym momencie mieszkam i pracuję w Szczecinie, za trzy miesiące pozbędę się wszystkich swoich długów. Z moich przejść wyciągnąłem wnioski i wyszedłem o wiele twardszy. Zrozumiałem, że z każdej sytuacji jest wyjście, a śmierć nigdy nie jest rozwiązaniem.

 Oskar, Gdańsk

  

  

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa w Uniwersytecie Warszawskim. Od wielu lat związany z branżą finansową i dziennikarską. Doświadczenia zawodowe i umiejętności przez kilka lat zdobywał pracując w Warszawie. Prywatnie interesuje się sportem, tańcem i pisaniem tekstów.

Ranking najlepszych chwilówek bez bik

1

twisto

Od 100 pln do 10 000 pln

Do 3 miesiecy za 0 złotych!

Bezpłatny miesięczny limit wydatków. Korzystaj z niego, płacąc kartą Twisto w sklepach internetowych.

2

feniko

Od 300 pln do 3 000 pln

Od 7 dni do 6 miesięcy okres spłaty.

Pierwsza pożyczka 0% na okres od 7 do 30 dni.

3

vialet

Od 400 pln do 13 600 pln

Do 10 miesięcy

Błyskawiczna decyzja po rejestracji

4

creditron

Od 300 pln do 15 000 pln

Od 2 do 24 miesięcy

Dla klientów z dowolną historią kredytową

5

axicard

Od 500 pln do 6 000 pln

Od 0% prowizji za 30 dni

Bez wpłat potwierdzających konto bankowe

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha

Dodane komentarze

Szuszu

0

Szuszu Data dodania: 05-01-2017 11:00 Też o psa walczyłem i wydałem 15000zł ale psinka pożyła jeszcze kilka lat, więc nie żałuje tych pieniędzy wcale.
Roben

0

Roben Data dodania: 22-11-2016 11:54 Nie ma co sie dziwić, pies to jest członek rodziny i nie ma co przeliczać tego na pieniądze, tak naprawdę to lepiej już te kilkaset czy kilka tysiecy złotych władować w psa niż potem mieć wyrzuty sumienia, że możma było sie zrobić więcej
Lester

1

Lester Data dodania: 02-11-2016 14:16 nie ma co zalowac pieniedzy na ratowanie swojego przyjaciela, bo tak postrzegam wlasnie zwierzaka, zwlaszcza jak jest z nami całe lata
Nesia

1

Nesia Data dodania: 13-09-2016 15:48 dorosły człowiek to jeszcze pół biedy choć też oczywiście to przeżywa, ale weźcie wytłumaczcie dziecku dlaczego nie ma przy nim już jego ukochanego pupila...
Daniel

0

Daniel Data dodania: 05-09-2016 15:34 musiałem uśpić swojego psa po tym jak zerwał mi się ze smyczy i ugryzł jakiegoś człowieka, więc wiem co to znaczy ból po utracie ukochanej psiny....
Pepe

0

Pepe Data dodania: 22-07-2016 15:00 nie zazdroszczę sytuacji mimo żę sam nigdy nie miałem żadnego zwierzaka
Nisia

0

Nisia Data dodania: 18-07-2016 14:08 też przechodziłam chorobę, walkę o życie i w końcu śmierć psa więc wiem co to za ból, ale nie żałuje wydanych pieniędzy i poświęconego czasu na to bo przynajmniej mam świadomość, że zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, aby uratować swojego pupila
dominika

0

dominika Data dodania: 12-07-2016 16:48 a ja nie wiem czy bym poświęciła wszystkie swoje oszczędności i się zadłużyła, żeby ratować życie psa niewiedząc nawet czy to przyniesie jakiś efekt
Maro

0

Maro Data dodania: 08-07-2016 14:09 pies psem, pomyślcie jaki dramat przeżywają rodzice, którzy potrzebują kolosalnych pieniędzy na leczenie chorego dziecka
Euzebiusz

0

Euzebiusz Data dodania: 30-06-2016 16:03 młody jesteś, masz nauczkę i doświadczenie na całe życie, jeszcze tyle przed Tobą, do góry głowa, wyciągnij wnioski i będzie dobrze
Leh

0

Leh Data dodania: 20-06-2016 13:56 Tak to jest, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, sam coś o tym wiem.. Najważniejsze, że wszystko już zaczyna być dobrze i, że wychodzisz na prostą. Trzymaj się!
Eliza

0

Eliza Data dodania: 01-06-2016 14:34 rozumiem Twoj ból i współczuje całym sercem, dla swojego zwierzaka też bym zrobiła dosłownie wszystko!
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.