Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?

  • 1 000
  • 60 000
  • 120 000
  • 180 000
  • 240 000
  • 300 000

Na ile rat?

  • 10
  • 60
  • 120

Twoje Dane

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Złoty klient banku-dałem się nabrać

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 09-12-2015/14:03

Złoty klient banku-dałem się nabrać

Reklama


 

Złoty klient banku - dałem się nabrać

 

Zaczęło się bardzo niewinnie, byłem zbyt pewny siebie, a może nie znałem życia jeszcze. To nie pora, by się nad sobą rozczulać i rozpamiętywać przeszłość. Chcę się podzielić swoją historią, bo w ciągu kilku lat ze szczytów i luksusu, wpadłem w niewyobrażalne długi.

Byłem młodym, świetnie zapowiadającym się architektem krajobrazu. Pamiętam tą dumę, gdy odbierałem dyplom. Czułem się jak młody bóg! Świat stał przede mną otworem, słowo niemożliwe nie istniało w moim słowniku!

 

Po latach myślę, że w długi popadłem przez to, że zawsze w życiu czegoś mi brakowało i gdy poczułem wiatr w żagle, zachłysnąłem się wolnością konsumowania, innym życiem. Nie od pierwszego do pierwszego, ciągle licząc ile zostało w portfelu.

 

Rodzice pracowali za najniższe pieniądze, ojciec piekarz, mama fryzjerka, zawsze 'na kogoś'. Mimo że byli dobrymi fachowcami, nabijali portfele bardziej przedsiębiorczym ludziom. Żyliśmy w blokowisku, smutnym, szarym, przytłaczającym. Jestem jedynakiem. Żyliśmy skromnie, ale spokojnie. Teraz wiem co ojciec miał na myśli mówiąc, że lepiej żyć biedniej, ale bez kredytów czy szybkich pożyczek na dowód. Nie pamiętam, by brali jakiś kredyt. Zdarzył się zakup sprzętu na raty. Pamiętaj jak kupili mi komputer stacjonarny, część odkładali przez pół roku a część w ratach.

 

Możecie sobie wyobrazić co czuł chłopak, kiedy dorastał w takim środowisku i nagle po studiach dostaje etat w dużej firmie, z regularną pensję o podstawie 8 tys netto! Tak dokładnie to była tylko podstawa, a premie, dodatki to miesięcznie minimum drugie tyle! Dodatkowo zlecenia po pracy. Zarobki przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

 

Służbowe mieszkanie na nowo powstałym, monitorowanym, odgrodzonym osiedlu w pięknej okolicy! Wyjazdy na szkolenia zagraniczne. Zacząłem obracać się wśród bogatych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze, biedny sam tworzy swój ogródek. Architekt krajobrazu wtedy to było coś. Dziś zawód ten jest bardziej popularny, a kryzys mocno ograniczył liczbę zleceń.

 

Patrząc z perspektywy czasu, mogłem żyć na wysokim poziomie bez kredytów, odkładając miesięcznie dużą kwotę na gorsze czasy!Tylko ja chciałem się pokazać!

Bardzo szybko stałem się dobrym klientem banków. Złoty klient, tak dziś o sobie mówię! Pierwszy kredyt wziąłem na kwotę 130 tys zł na nowy samochód! Wiem, wiem idiotyzm! Dziś jak pomyślę o tych pieniądzach, to aż przechodzą mnie ciarki. Luksusowy wóz dawał mi poczucie spełnienia, wszystko to czego nie miałem w dzieciństwie.

 

Czułem się cudownie, podjeżdżałem na osiedle do rodziców, patrzyłem na wszystkich z góry. Jak starzy kumple z podstawówki jeżdżą starym rzęchem bądź nie mają auta wcale. Z zazdrością patrzyli na mnie. Większość żony i maluchy biegające za nimi! A ja wolny i bogaty. Dziś nawet gdy spotykam kogoś ze starych lat, udaję, że nie widzę. To oni pomału dorabiając się wspólnymi siłami, jeżdżą dobrymi samochodami, a mi pozostaje tramwaj o ile mam na bilet!

 

Pieniądze przyciągają kobiety. Nigdy nie miałem z tym problemu. Oczywiście kobieta miała być dodatkiem, a więc już na wstępie odpadały te niezbyt urodziwe. Jakiż ja byłem głupi! Tak, miałem piękną żonę, która jak tylko zaczęły się problemy z gotówką, kopnęła mnie w tyłek. Nie mieliśmy dzieci, bo ona nie chciała. Zależało jej tylko na wygodnym życiu, zakupach, wyjazdach i przyjemnościach. Dziś wiem, że uroda przemija a człowiek pozostaje. W zasadzie to nie mieliśmy nawet o czym rozmawiać, ona była tylko ładniejszą połową. Z tego co wiem, żyje z jakimś podstarzałym biznesmenem, którego stać na botoks!

 

W każdym razie bardzo szybka chciała wziąć ślub. Czemu nie, myślałem wówczas. Impreza kosztowała nas 60 tys zł. Kolejny kredyt dostałem bez problemu. Żona tez chciała dobre auto. Nie mogłem odmówić i następny kredyt w kwocie 80 tys zł. Mieszkaliśmy w służbowym mieszkaniu, a ona coraz częściej wspominała o zakupie domu. Znów myślałem czemu nie! W końcu stanęło na większym mieszkaniu, dwukondygnacyjnym. Cena jedyne pół miliona. Na wkład własny tez nie miałem odłożone, więc kolejne kredyty.

 

Między czasie na jakieś drobne wydatki brałem pożyczki prywatne. Bo szybciej i wygodniej, bez tłumaczenia się.

Utrzymanie żony, która nie zamierzała pracować, o czym uprzedziła mnie jeszcze przed ślubem, więc nie mogę mieć do niej pretensji, nie było tanie. Kosmetyczka, fryzjer, masaże, zabiegi w SPA, zakupy, to wszystko szło w tysiące złotych każdego miesiąca. Aby zarobić, pracowałem do świtu do nocy! Po raz kolejny powtórzę jakiż ja byłem głupi! Pracowałem całymi dniami, do późnych godzin nocnych i co z tego mam? Kompletnie nic!

 

Starzy znajomi, na których patrzyłem kiedyś z góry, poukładali sobie życie. Wychowywali dzieci, pracowali normalnie, cieszyli się bliskością rodziny. Dziś oddałbym wszystko, by zmienić swoje życie.

W ciągu kolejnych lat kredytów przybywało. Zacząłem też korzystać z pożyczek social lending. A rozwój chwilówek przez internet przyczynił się do tego, że chętniej po nie sięgałem. W końcu doszło do sytuacji, że musiałem brać! Nie na przyjemności, ale z konieczności.

 

Na rynku zaczął się kryzys. Pracę zachowałem, ale konkurencja była tak duża, że stawki poszły drastycznie w dół. Zlecenia po pracy zaczęły się kończyć. Kryzys, to mniej pieniędzy w portfelu, a więc oszczędza się na rzeczach, które nie są potrzebne, takich jak aranżacja ogrodu!

 

Zacząłem mieć poważne problemy ze spłatą zobowiązań. Kredyty spłacałem kredytami. To był czas, kiedy po raz pierwszy zastanawiałem się nad sobą, swoim życiem. Pamiętam jak usiadłem z żoną do stołu i powiedziałem jej, że jest kryzys i musimy zacząć oszczędzać. Koniec z przyjemnościami. Dwa miesiące później wniosła o rozwód i przeprowadziła się do człowieka, którego kryzys nie dotknął. Byłem w szoku, zostałem sam. W zasadzie to zawsze żyłem sam, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że byłem dla niej tylko wartością materialną.

 

Po rozwodzie zabrała samochód, a kredyt pozostał. Z resztą nie tylko samochód, ale to już wolałbym przemilczeć.

Łączne zobowiązania przekraczały kwotę 800 tys zł. A moje zarobki spadły do 4 tys zł. Przestałem spłacać większość kredytów, bo nie miałem z czego. Sprzedałem samochód, który kupiłem za ponad 100 tys zł. Dostałem za niego 20 tys zł. To była porażka. Wystawiłem na sprzedaż mieszkanie, nie było zbyt wielu chętnych. Ponoć modne były i są małe, ekonomiczne mieszkania. Sprzedałem po kosztach za 350 tys.

 

Od zeszłego roku wynajmuję kawalerkę. Nie potrafię dogadać się z bankami, nie chcą wydłużyć okresu kredytowania, zmniejszając ratę, co byłoby dla mnie dużym ratunkiem. Przez zły BIK, nie mam szans na konsolidację kredytów.

 

Gdy usiadłem z doradcą finansowym nad tym wszystkim, powiedział mi jedno: niech Pan wyjeżdża z kraju, bo długi rosną bardzo szybko. Ja nie chcę uciekać! Nie ma mi kto pomóc, rodzice już nie żyją, nie mam dziadków, kuzynów, nikogo.

 

Szansą, ostatnią nadzieją, jest dla mnie ogłoszenie upadłości. Dłużej już nie dam rady. Nie jest to jednak proces ani tani (co jest dla mnie absurdem), ani szybki. Przemyślałem już wszystko i nie ma innej drogi, bo nie mam nic kompletnie nic. Nie mam własnego mieszkania, samochodu, nic nie mam.

Przyszły rok musi przynieść pozytywne rozwiązania, bo w innej sytuacji rzeczywiście pozostanie wegetacja do końca życia!

 

Artur, Lublin

Reklama

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha

Dodane komentarze

0

Potok Data dodania: 03-11-2016 14:15 niestety, klasyczny przykład jak to od dobrobytu się w głowie przewraca... trzeba naprawdę mieć ułożone w głowie, żeby nie odbiła palma w takich sytuacjach

0

Andrzej Data dodania: 19-09-2016 19:43 stary, sprawdzony patent, żeby od kogoś wyciągnąć pieniądze. wmówić mu, że jest najlepszym klientem wtedy sam bedzie nam wpychac swoje pieniadze

0

Limka Data dodania: 14-09-2016 13:18 dlatego nigdy nie zdecydowałem sie na karte kredytową - wiem że korzystałabym z niej zdecydowanie zbyt często

0

Pawciu Data dodania: 01-06-2016 12:44 pieniadz jest ulotny, raz jest sie na gorze raz na dole, dlatego ja nigdy nie zdecydowałem się na duży kredyt, bo człowiek nigdy nie wie co mu sie przytrafi. Ale przynajmniej jak z pracy za 3500zł na umowe o prace zleciałem na śmieciowke 1500 w lidlu to jakos przetrwalem ten lipny okres

0

aga Data dodania: 04-02-2016 16:18 jestem w podobnej sytuacji, straciłam wszystko przez pożyczke ale prywatną, wiem jak to boli,trzymaj się bo nikt ci nie pomorze.

0

Zdzichu Data dodania: 05-01-2016 15:50 Los się z nami bawi! Czasem coś daje, a za chwilę zabiera. Wierzę w to, że jakaś siła tym wszystkim rządzi.

0

MM Data dodania: 23-12-2015 22:36 Upadłość jest to jakieś wyjście. Życie zaczyna się od nowa..

0

kk Data dodania: 18-12-2015 19:14 Trochę racji, niektórzy nigdy nie zmądrzeją!

0

Almel Data dodania: 13-12-2015 18:51 KK nie zgodzę się z Tobą, jednak wiek robi swoje. Człowiek doświadcza różnych rzeczy, uczy się na błędach. Najczęściej popadają w tarapaty finansowe ludzie, którzy nie znają życia.

0

kk Data dodania: 12-12-2015 20:21 Są lata tłuste i są chude! Wiek raczej nie tłumaczy głupoty!

0

Ronbe Data dodania: 11-12-2015 20:07 Złudne poczucie, bycia kimś...!

0

JO Data dodania: 10-12-2015 16:49 Też swego czasu miałem złotą kartę kredytową:) Byłem super gość, a teraz w kawalerce, na szczęście własnej!

0

Kalol Data dodania: 09-12-2015 19:45 Duże zarobki to często pułapka. O ile ma się oszczędności, nieruchomości itd, to można ryzykować.
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.