Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?

  • 1 000
  • 60 000
  • 120 000
  • 180 000
  • 240 000
  • 300 000

Na ile rat?

  • 10
  • 60
  • 120

Twoje Dane

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Jak padła moja firma i zbankrutowałem

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 04-11-2015/14:32

Jak padła moja firma i zbankrutowałem

Reklama


 

Próbuję jeszcze raz

 

Mówi się, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Chcę spróbować, bo w zasadzie wyjścia mam dwa: wyjechać za granicę albo do dużego miasta bądź jeszcze raz mądrzejszy o doświadczenia otworzyć własną działalność. Nie chcę być weekendowym tatą i mężem, który jest w domu raz na dwa tygodnie.

 

Długi, komornik, licytacja, ciągle pisma, stres, nerwy i w końcu pustka, nic po prostu nie pozostało nam nic. Zaczynam na nowo. Niewielka wieś w pobliżu Nowego Sącza i Krynicy, piękna, malownicza, raj na ziemi dla turystów. Wokół góry, kilkanaście kilometrów dalej sztuczna, przepiękna zapora, kilka uzdrowisk. Idylla.

 

W takich warunkach się wychowywałem, góry to mój żywioł! Niestety w tych okolicach bardzo ciężko o pracę. Większość kobiet samotnie wychowuje dzieci, a mężowie wyjeżdżają na dwa tygodnie, w najlepszej opcji, wracają na dwa dni i znów wyjeżdżają. Warszawa, Wrocław, Poznań, Kraków, Gdańsk, tam gdzie jest praca. Wielu wyjeżdża zagranicę, na trzy, cztery miesiące. Nie chciałem tak! Mam wspaniałą żonę i trójkę maluchów. Nie wyobrażam sobie życia bez nich, z dala od nich! Byłem i jestem im potrzebny.

 

Zawsze czułem się w obowiązku aktywnego uczestnictwa w wychowaniu naszych pociech, dlatego postanowiłem otworzyć firmę. Skończyłem technikum budowlane, już w trackie szkoły jeździłem z ojcem na różne fuchy. Sam potrafiłem zrobić wszystko, jeśli chodzi o budowlankę. Lubiłem i lubię wyzwania, więc własna działalność to było to! Zwłaszcza że powstawało wiele nowych domów, ludzie chętnie kupowali działki w okolicy i roboty było dużo.

 

Przez pierwszych kilka lat było bardzo dobrze. Żona nie pracowała, bo nie było takiej potrzeby, zajmowała się domem, urodziła w tym czasie wspaniałą trójkę i zdążyliśmy dzieciaki odchować, najmłodsze ma teraz 5 lat. W najlepszym okresie zatrudniałem 17 osób. Zawsze uczciwie na umowę o pracę, nie było mowy o pracy na czarno czy umowie śmieciowej.

 

Żyło nam się dobrze, mieliśmy na koncie jakiś kredyt bez zaświadczeń czy szybką pożyczkę na dowód, ale nigdy nie było problemu ze spłatą. Pewnego dnia zadzwonił telefon, propozycja dużego zlecenia, bardzo dużego jak na moją małą firmę. Przeszedł mnie dreszczyk emocji, zacząłem liczyć ile zarobię, zanim przemyślałem sprawę, a w zasadzie nie przemyślałem. Duża inwestycja, duże nakłady.

Musiałem nieco zainwestować w nowe sprzęty. Dostałem kredyt na firmę w wysokości 250 tys zł. Dodatkowo wziąłem w leasing samochód dostawczy. Czułem jak łapię wiatr w żagle, jak dzięki tej realizacji będę rozpoznawalny, jak chętnie ludzie będą ze mną współpracować w przyszłości.

Pierwsze spotkania, szczegóły, umowy. Wszystko wyglądało pięknie. Podpisywałem bez zaglądania, w końcu wszystko było ustalone!

 

Gotówkę na realizację oraz wynagrodzenie miałem otrzymywać w transzach. Zatrudniłem jeszcze kilku pracowników. Z dużą ekscytacją zacząłem tą inwestycję.

Pierwsza gotówka miała pojawić się na koncie firmowym w ciągu 30 dni, zaliczka na materiały i na poczet wynagrodzenia. Gotówka wpłynęła terminowo, co jeszcze bardziej dodało mi skrzydeł. W ciągu kolejnych trzech miesięcy również nie było problemów jeśli chodzi o pieniądze na zakup materiałów. Problem pojawił się z wypłatą wynagrodzenia. A z czasem również z pieniędzmi na potrzebne rzeczy. Początkowo zleceniodawcy tłumaczyli się przejściowymi problemami, że są zagranicą, czekają też na przelewy itd. Po kilku miesiącach przerwali pracę, tuż przed końcem robót. W zasadzie nie podali powodu!

 

Zacząłem się już martwić, bo nie miałem z czego spłacać kredytu. Brałem kolejne zlecenia, wszystko jak szło. Byle zarobić na kredyt. Niestety zobowiązania zaczęły mnie już tak dociskać, że brałem chwilówki bez zaświadczeń gdzie się dało. Kontrahenci nie zamierzali mi zapłacić. Doczepili się szczegółów, które były niezgodne, niby niezgodne z umową! Byłem załamany.

Wynająłem prawnika, a to kolejne koszty, w zasadzie to i tak nic nie załatwił. Bank po trzech miesiącach niespłacania kredytu, zażądał spłaty całości! Sprawa trafiła do sądu. Chwilówki na dowód też nie były spłacane, bo już nie miałem z czego. Każdy zaczął upominać się o swoje, ja też chciałem odzyskać co mi się należało…

 

Pracownikom nie płaciłem kilka miesięcy nie miałem z czego, zaczęły się kolejne sprawy, byłem już pogrzebany. Jedyne o czym marzyłem to święty spokój, obudzić się z tego koszmaru! W końcu nadszedł dzień, gdy komornik zapukał do drzwi, chciał się dogadać, ale co ja mu mogłem zapłacić, nie miałem nic!

 

W ciągu kilku tygodni zlicytowano mój dom, samochody prywatne, na które pracowałem latami. Jedyne co mi zostało to ubrania i pamiątki rodzinne. Spakowaliśmy się do czterech pudeł, to było wszystko co mieliśmy, pięcioosobowa rodzina, po kilkunastu latach dorabiania się!

Zamieszkaliśmy z rodzicami od żony, w jednym pokoju, jakieś 18 m kw. Dobre i to. Tylko dzięki dobroci teściów nie wylądowaliśmy pod mostem.

Jak się okazało z licytacji nie dało pokryć się wszystkich długów, przede wszystkim wynagrodzeń dla pracowników. Do spłaty pozostawało jeszcze kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zobowiązałem się, że wszystko ureguluję, oddam, przecież jestem uczciwym człowiekiem!

 

Nie wiem dlaczego zrobiono ze mnie nieuczciwego przedsiębiorcę…? Zatrudniałem ludzi, godnie płaciłem, to mnie oszukano, a dlaczego ja musiałem za to zapłacić?

Pewnego dnia rankiem, gdy kolejny raz przybity siedziałem przy kawie podszedł najmłodszy syn i zapytał: tato czy długo jeszcze będziesz taki słaby? Dostałem jakby kopa. Dla nich mam być autorytetem, a nie słabym człowiekiem. Potknąłem się, straciłem wszystko, co materialne, ale najważniejsze, bo rodzinę miałem przy boku.

 

Pierwszy krok to była gazeta z ogłoszeniami o pracę! Bardzo szybko znalazłem pracę za 2 tys netto na budowie, popracowałem miesiąc, ale to nie było to! Praca dla kogoś mnie nie satysfakcjonowała.  Postanowiłem zacząć jeszcze raz od zera!

 

Założyłem działalność jednoosobową, postanowiłem, że póki nie stanę na nogi będą to drobne remonty. Do pomocy zgłosił się mój ojciec, który już był na emeryturze. W końcu cieszyłem się dobrymi opiniami w tym regionie! Jak się okazało, znalezienie klientów wcale nie było proste, bo wielu oceniało mnie przez pryzmat tego co nie płaci robotnikom! W końcu przyszło pierwsze zlecenie. Zadowolony klient polecił mnie dalej.

 

W pierwszym miesiącu zarobiłem na rękę jakie 2500 zł, w drugim już ponad 3000 zł. Wciąż są obawy, gdy przychodzi dzień płatności, że moja praca nie zostanie wynagrodzona, że zostanę znów bez niczego. Jednak nie mogę się poddać, rozkładając ręce! Mam przecież troje dzieci do utrzymania i wychowania!

 

Jedyne na czym się dobrze znam i co potrafię to budowlanka, dlatego tak łatwo z tego nie zrezygnuję. Startuję od nowa. W planach budowa domu. Wiem jedno nigdy więcej takich inwestycji, na których się nie znam, z umowami, które przekraczają jedną stronę A4. Moja mała bezpieczna, jednoosobowa firma, to będzie to!

Szymon, Małopolskie.

 

 

Reklama

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha

Dodane komentarze

0

Mokka Data dodania: 04-11-2016 12:29 ale to wszystko jest kruche, zwlaszcza w naszym państwie gdzie prawo nie chroni przedsiębiorców prawie w ogóle, weź sie później licytuj w sądzie i dochodź swojego, jak już dawno ciebie zlicytowali i nie masz za co żyć

0

Haku Data dodania: 14-09-2016 12:45 az noz w kieszeni sie otwiera jak czlowiek pomysli ile dobrych firm zbankrutowalo z czyjejs winy, a ile firm urzad skarbowy dobił, smutno sie robi jak tak o tym sobie pomysle

0

Podande Data dodania: 01-06-2016 10:45 z kazdego dolka jest wyjscie, nie mozna sie poddawac, Szymon, nie zostawiaj tak tego i procesuj sie z dziadami!

0

Sylwek Data dodania: 12-11-2015 18:10 Nie pozostawiłbym tak tego...

0

Antyk Data dodania: 11-11-2015 14:37 Ja też nie potrafię się podnieść:( Jak zacząć wszystko od nowa? Gdzie znaleźć motywację. Musiałbym iść do terapeuty, a to kosztuje, nie ma za co.

0

Antyk Data dodania: 11-11-2015 14:37 Ja też nie potrafię się podnieść:( Jak zacząć wszystko od nowa? Gdzie znaleźć motywację. Musiałbym iść do terapeuty, a to kosztuje, nie ma za co.

0

Maly Data dodania: 08-11-2015 15:59 Znam podobny przypadek. Mój znajomy stracił wszystko, ale niestety historia nie skończyła się happy endem;o Już się z tego nie podniósł!:(

0

Ema Data dodania: 07-11-2015 15:09 Najważniejsze jest to, by znaleźć siłę do walki!

0

Luko Data dodania: 06-11-2015 17:43 Dlatego każdy przedsiębiorca powinien mieć zaufanego prawnika. Też się kiedyś nadziałem na intratny kontrakt;o Na szczęście straty nie doprowadziły do bankructwa!

0

Maja Data dodania: 06-11-2015 17:06 Dlatego ja pracuję spokojnie u kogoś:)

0

Rysiek Data dodania: 05-11-2015 17:26 Jest biznes, są pieniądze, jest niestety ryzyko..!

0

KarLos Data dodania: 04-11-2015 15:58 Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, choć sam prowadzę firmę. Nie czytam wszystkich umów, nie ma na to czasu..!
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.