Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?

  • 1 000
  • 60 000
  • 120 000
  • 180 000
  • 240 000
  • 300 000

Na ile rat?

  • 10
  • 60
  • 120

Twoje Dane

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Ze skrajności w skrajność

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 08-05-2016/12:42

Ze skrajności w skrajność

Reklama


 

Ze skrajności w skrajność

 

Nigdy nie lubiłem liczyć pieniędzy, zastanawiać się nad nimi, kalkulować, analizować. Zawsze miałem swój świat, nigdy nie potrafiłem mocno stąpać po ziemi. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to dzięki rodzicom nie musiałem się przejmować za młodu pieniędzmi.

W domu nigdy nam nic nie brakowało. Razem z rodzeństwem chodziliśmy na zajęcia dodatkowe, co rok były wakacje, wyjeżdżaliśmy z rodzicami, a także na obozy. Z matematyki jestem całkiem dobry, w końcu skończyłem architekturę z czwórką z plusem na dyplomie. Do pieniędzy niestety głowy nigdy nie miałem.

 Po studiach szybko załapałem staż. W ogóle zarobki nie były najważniejsze, liczyła się praca, możliwość wyżycia na papierze, a później realizacji w rzeczywistości. Znajomi ze studiów zabijali się o wyższe pensje, a ja cichutko robiłem swoje. Poznałem moją żonę i wzięliśmy ślub. Wyprowadziliśmy się na swoje. Mieszkanie dostaliśmy w prezencie od moich rodziców, nie musiałem zawracać sobie głowy kredytem hipotecznym. Do pracy jeździłem autobusem, więc wydatek na samochód też odpadał.

Niestety, ale życie szybko zweryfikowało moje nastawienie do pieniądza. Krótko po wyprowadzce z domu wpadliśmy w długi. Żona humanistka również nie miała głowy do zarządzania domowym budżetem. Nie liczyłem ani ja, ani ona ile i na co wydajemy. Szybko okazało się, że wykorzystaliśmy limity na wszystkich kartach kredytowych, uruchomiony debet też czekał na spłatę. Było to jakieś 23 tys zł.

 

Poszedłem do rodziców po pożyczkę, nieoprocentowaną, wiedziałem, że nie odmówią i nie myliłem się. Ojciec od razu zrobił przelew. Dodał jeszcze, że nie musimy spłacać, bo jesteśmy na dorobku. Po raz kolejny pokazali mi, że nie muszę brać odpowiedzialności za swoje życie bo jakoś to będzie. W ciągu następnych kilku lat ratowali nas jeszcze parę razy, bo wydatki rosły, gdy na świat przyszły dzieci.

Jeden błąd księgowej w firmie mojego ojca sprawił, że rodzice stracili praktycznie wszystko. Wysoka kara nałożona przez US zmusiła ich do zamknięcia działalności i sprzedaży domu. W innym razie mogłoby się to źle skończyć. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że to ja powinienem im pomóc.

 

Pytanie było jedno: jak? Skoro sam znów wpadłem w kolejne długi i jak zwykle liczyłem na ojca, przecież przez wiele lat mi pomagał i nagle ja miałem być po tej drugiej stronie?

Usiadłem z żoną do stołu, postanowiliśmy, że zaczynamy oszczędzać. Jedzenie, wydatki na ciuchy, kosmetyki, piwo z kolegami, papierosy, wyjazdy. Zaczynamy wszystko od nowa. Nasz budżet miał być czysty, wolny od nałogów i niepotrzebnych zachcianek.

Dzieci rosły i nie podobało im się szczególnie to, że nie dostają tego czego chcą, jak miało to miejsce jeszcze jakiś czas temu. Do pracy zabierałem tylko to, co żona przygotowała w domu. Zrezygnowaliśmy z jedzenia na mieście, kupowania słodyczy, czipsów, wszystkiego co stanowiło w mojej opinii zbędny wydatek. W tamtym okresie myślałem tak: najważniejsze jest zaspokojenie podstawowych potrzeb, a resztę trzeba odkładać. Byłem tak nakręcony na oszczędzanie, że przestałem zauważać czego potrzebuje moja rodzina i ja sam.

 

Zbierałem paragony, rozliczałem żonę z każdego grosza, skrupulatnie sprawdzałem na co zostały wydane pieniądze. Każdego dnia zaglądałem na konto. Obsesja niewydawania trwała około dwóch lat. Ile zaoszczędziliśmy? Było to ok 30 tys zł. W tym czasie nie pozwaliśmy sobie na nic, nie byliśmy na wakacjach, nie wychodziliśmy nigdzie razem, poza parkiem i placem zabaw, gdzie nie trzeba było wydawać gotówki. Jeśli odłożyliśmy za mało byłem poddenerwowany i niezadowolony. 

Rodzice kupili sobie mały domek, byli już na emeryturze, ojciec coś tam próbował jeszcze rozkręcić. Ich sytuacja się ustabilizowała, więc w pewnym momencie ja też pomyślałem, że powinienem trochę poluzować.

Odwiązałem mocno zaciśnięty supeł wydatków i nawet nie wiem, w którym monecie popłynęliśmy całkowicie. Do tej pory nasze potrzeby ograniczały się do płacenia rachunków, jedzenia, picia, spania, ubrań (tanich), zwykłych kosmetyków. Nagle jak grzyby po deszczu wyrosły kolejne, a za nimi kolejne. Dzieci chciały psa, kupiliśmy psa. Była zima, postanowiliśmy pojechać na narty. Potem pomyślałem, że czas jednak kupić samochód. Wzięliśmy kredyt. I kolejna potrzeba remont mieszkania, nowy tv. Tak oto wzięliśmy kolejny kredyt.

 

Byłem tak pewny swego, że nawet nie wiem, kiedy do drzwi zapukał komornik. Jeszcze parę miesięcy wcześniej mieliśmy oszczędności, a teraz nie ma z czego spłacać rat.

Wylądowałem na fotelu u psychoterapeuty. Popada pan ze skrajności w skrajność. Z jednej strony oszczędzanie na wszystkim, ciągła kontrola każdego najmniejszego wydatku. Z drugiej całkowite rozluźnienie i brak jakiegokolwiek nadzoru nad domowym budżetem. Spojrzałem na to wszystko z boku. Miał rację, ja nie potrafiłem zarządzać pieniędzmi, albo nadmiernie odkładałem, odmawiając sobie nawet pączka, albo wydawałem na prawo i lewo. To jak efekt jojo. Głodzisz się tygodniami i miesiącami, restrykcyjnie przestrzegając zaleceń. A po tym czasie rzucasz się na jedzenie jak wygłodniały wilk, kilogramy wracają ze zdwojoną siłą.

 

U mnie działało to podobnie. Odmawiałem sobie wszystkiego, a gdy w końcu postanowiłem nieco poluzować, okazywało się, że rozwiązywałem worek z pieniędzmi do końca i chciałem jeszcze więcej. Upłynęło 13 lat nim zrozumiałem czym jest pieniądz i jak nim zarządzać.

Fanatyczne oszczędzanie i fanatyczne wydawanie dwie skrajne postawy, których doświadczałem na przemian nauczyły mnie zarządzania domowym budżetem. Postanowiłem, że długi będę spłacał na spokojnie, bez ciśnienia, nie na szybko, odmawiając sobie wszystkiego.

Porozumiałem się z komornikiem, na szczęście wierzyciele okazali ludzką twarz. Rozplanowałem budżet. Oszczędności również były w niego wpisane, ale po równi z przyjemnościami dla mnie i rodziny. Katowanie się wyrzeczeniami to nie jest najlepsza droga na wyjście z długów, przynajmniej nie dla mnie. Bo jak pęka coś w środku, to człowiek zaczyna płynąć, wracać do tego co było. Kluczowe jest odnalezienie równowagi.

Bolek, Gniezno.

Reklama

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha

Dodane komentarze

0

Pipolik Data dodania: 05-01-2017 10:57 Najczęściej tak jest, że popadamy ze skrajności w skrajność, umiemy albo w ogóle albo po oporze bez umiaru, to jest właśnie chyba ten problem złotego środka Arystotelesa

0

Szymon Data dodania: 22-11-2016 11:46 Jestem bardzo ciekaw jak sie dalej potoczyła historia Pana Bolesława, trzymam kciuki, to też da się przepracować.

0

Krektek Data dodania: 02-11-2016 14:12 a ja tez mam sklonnosc do popadania w przesade jak nie w jedna to w druga strone, wiec swietnie rozumiem Pana Bolka

0

Dariusz Data dodania: 13-09-2016 15:46 nigdy nie zrozumiem takich ludzi, dla mnie to po prostu selekcja naturalna w praktyce

0

Tamka Data dodania: 05-09-2016 15:30 jakbym czytała historię o sobie... :o miałam podobne przejścia jak autor, z tym że mnie dopiero bieda i smak ciężkiej pracy po 12h nauczył samodyscypliny i wartości pieniądza

0

Tenor Data dodania: 22-07-2016 14:57 a ja z kolei zastanawiam się skad się takie przypadłości biorą, bo jakąś przyczynę i podłoże muszą mieć

0

Elwcia Data dodania: 18-07-2016 14:03 miałam podobnie, jak nikt mnie nie pilnował to przez popadanie ze skrajności w skrajność ciągle pakowałam się w kłopoty, aż w końcu brat namówił mnie bym poszła z tym do psychologa, który mi pomógł poradzić sobie z tym problemem

0

Nun Data dodania: 12-07-2016 16:45 w takim wypadku dobrze jest mieć obok siebie kogoś kto jest w stanie nas kontrolować gdy tak popadamy ze skrajności w skrajność, nieważne czy to partner, przyjaciel czy członek rodziny, jak macie kogoś takiego to warto porozmawiać o swoim problemie zanim będzie za późno

0

Mirek Data dodania: 08-07-2016 14:01 mam ten sam problem, nie znam w niczym umiaru, nie potrafie po środku, tylko zawsze albo przesadzam w jedną stronę albo w drugą

0

Alunia Data dodania: 30-06-2016 16:01 bardzo fajny sposób, możesz być z siebie dumna Nadia bo takie rozwiązanie wymaga samodyscypliny i silnej woli, nie wiem czy bym tak potrafiła!

0

Nadia Data dodania: 20-06-2016 13:55 opracowałam taki system, że przez kilka miesięcy odkładam sobie małe sumy na kupke i jak się uzbierze już jakaś konkretna sumka to wtedy ruszam na zakupy i wydaję wszystko za jednym zamachem. zanim wpadłam na pomysł, żeby tak robić to podobnie do pana Bolka najpierw nie kupowałam sobie nic, żeby potem pęknąć i wpędzić się w długi. tak jest lepiej

0

Lada Data dodania: 01-06-2016 14:34 miałam ten sam problem co pan Bolek, w moim przypadku pomógł psycholog, nauczyłam się z jego pomocą rozpoznawać mechanizmy i je kontrolować,

0

Ewidenz Data dodania: 19-05-2016 13:26 po prostu trzeba znać umiar i tyle

0

psycholog Data dodania: 19-05-2016 12:24 moim zdaniem to takie schematy zachowań są ściśle powiązane z naszą samooceną

0

Sandra Data dodania: 17-05-2016 10:42 Zgadzam się z Pimpem, najważniejsze jest też nagradzać samego siebie za jakieś sukcesy nawet te błahe. Inaczej człowiek prędzej czy później się złamie i zrobi jakąś głupotę

0

Pimp Data dodania: 11-05-2016 10:18 Najważniejsze to nie popadać w żadną skrajność, trzymać dyscyplinę, ale wyznaczać sobie cele - np odłożę 5000zł i ustalić sobie nagrodę, którą się sobie sprawi po osiągnięciu celu

0

VIP Data dodania: 11-05-2016 09:42 nie ma co sobie wypominać panie Bolku, człowiek już taki jest, że często musi popełnić dużo błędów zanim coś dobrze zrozumie. Najważniejsze, że wyszedł pan już na prostą

0

Anders Data dodania: 09-05-2016 15:06 To jak z dieta, bez sensu jest miesiac sie glodzic, zeby potem w jeden weekend zaprzepascic caly wczesniejszy efekt. Najwazniejsze we wszystkim to zachowac umiar i zdrowy rozsadek.

0

Belgu Data dodania: 09-05-2016 14:35 Tak to jest jak rodzice całe życie podkładają poduszeczke pod pupinke gdy dzieciaczek sie przewraca A potem przychodzi twarda rzeczywistość i jest tylko "ojej, jak to?!"
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.