Cienka granica pętli kredytowej- jak jej nie przekroczyć?
Jedna decyzja, jedna chwila, jeden krok w niewłaściwym kierunku i człowiek spada na finansowe dno. Przysłowiowe światełko w tunelu oddala się z prędkością światła. Liczba pomysłów na wyjście z sytuacji diametralnie się kurczy. A to wszystko przez przekroczenie cienkiej granicy, pomiędzy szansą na wyjście z długów a pętlą kredytową- gdzie nie jest to już takie proste. Spirala kredytowa dotknęła już wielu Polaków. Pętla kredytowa określana jest również nie bez przyczyny pułapkę kredytową. Po przekroczeniu tej cienkiej granicy, której często dłużnik nie dostrzega, czeka już tylko trudna droga. Wpaść w długi może każdy, ale wyjść ze spirali potrafią nieliczni. Dziś o tym, gdzie kończy się zwykły problem z finansami, a zaczyna pułapka kredytowa. Kiedy w głowie dłużnika powinna zapalić się czerwona lampka?
Popularne określenie, ale czy wiemy czym jest?
Często mówi się o spirali zadłużenia czy pułapce kredytowej. Większość ludzi popadających w spiralę długów, nie postrzega siebie przez dłuższy czas jako osoby, która już jest w jej środku. A tykająca bomba za chwilę wybuchnie. Moment ten skutecznie przedłużają kolejnymi kredytami, chwilówkami na dowód czy pożyczkami na raty bez zaświadczeń od prywatnych pożyczkodawców. W końcu przestają być mile widziani w bankach, a i firmy pozabankowe odsyłają ich z kwitkiem. Jest już za późno, pętla kredytowa mocno zaciska się na szyi. Zaczyna się, gdy na spłatę posiadanych zobowiązań zaciągane są kolejne kredyty i pożyczki pozabankowe. Już wówczas powinna w głowie zapalić się czerwona lampka! Po pierwszym kredycie jest następny i następny, to prosta droga w dół. Choć dłużnik zaciąga już pożyczki na spłatę posiadanych zobowiązań, często nie utożsamia tego z pętlą. Myśli, mnie to nie dotyczy, przyjdzie lepszy finansowo czas i spłacę, albo co gorsze będę martwić się tym w przyszłości. Niestety wtedy już na umartwianie czasu może nie być.
Gdzie kończą się problemy a zaczyna pętla kredytowa?
Jasnym sygnałem dla każdego dłużnika jest sytuacja, w której jego zobowiązania przekraczają możliwości finansowe. Mamy na koncie tyle kredytów, kart kredytowych do spłaty, debety, pożyczki pozabankowe, których nie jesteśmy już w stanie regulować. Po podliczeniu dochodów, nie wystarcza na spłatę zobowiązań. To czas najwyższy, by zacząć analizować wszystkie możliwe rozwiązania. W tym momencie ważą się losy w którą stronę pójdziemy, a warianty są dwa.
Kolejny kredyt nie zaszkodzi
Nie mam na spłatę rat, to wezmę szybką pożyczkę od swojego banku bądź też zapytam w banku, który reklamuje się ze świetną ofertą. Banki bardzo chętnie pożyczają pieniądze, zwłaszcza gdy jeszcze jesteśmy na etapie regulowania swoich rat. Mamy dobry BIK, na koncie liczne, regularnie spłacane zobowiązania, może dostaniemy jeszcze gotówkę ekstra, ponad kwotę, która nas interesuje. Bierzemy kredyt, regulujemy raty, chwilówki, karty itd., do tego mamy pieniądze na ekstra wydatki, przyświeca nam euforia. Da się? Oczywiście, że się da…. Przeżyć tak kilka kolejnych miesięcy, niektórym nawet lat. Ale taka droga i myślenie prowadzi tylko w jednym kierunku. Nasze długi nie zmniejszają się, a rosną, bo dochodzi kolejne zobowiązanie, które zaraz trzeba będzie zacząć spłacać. A więc sięgamy po kolejny kredyt. Póki bank daje, bierzemy. W pewnym momencie z chętnie widzianego klienta, dłużnik staje się niemile widziany. Co pozostaje? Są jeszcze chwilówki, raty na dowód bez zaświadczeń od prywatnych pożyczkodawców. Długi trzeba spłacać, później pomyśli się nad tym co zrobić, na razie trzeba przeżyć. I tak kolejne pożyczki zwiększają dług. Najczęściej niestety liczy się to, że mamy kolejne raty, jest na spłatę, a kolejne koszty, które ponosimy i długi, które trzeba będzie spłacić schodzą na drugi plan. To już ostatnie podrygi dłużnika, w końcu nadchodzi pożyczka, która jest gwoździem do trumny. Pętla zacisnęła się tak mocno, że trudno jest znaleźć jakieś logiczne wyjście z sytuacji.
Działam, bo jestem na granicy
Drugi wariant jest znacznie bardziej optymistyczny. W momencie, gdy dłużnik, który nie jest już w stanie regulować comiesięcznych rat zacznie działać, nigdy nie dowie się czym jest finansowe dno. To ten krok jest decydujący. Tu mamy jeszcze wybór. Gdy zobowiązania przekraczają dochody powinniśmy jak najszybciej rozpocząć negocjacje z bankami. Na tym etapie, gdy raty płacone były regularnie, mamy jeszcze szansę na zmianę warunków kredytowych, np. na wydłużenie okresu spłaty (co obniży ratę, niestety zwiększy koszt) czy skorzystanie z wakacji kredytowych. To również najlepszy moment na to, by pomyśleć o konsolidacji zadłużenia. Dzięki temu mamy szansę na jedną, niższą ratę. Fakt, może nas taki kredyt wynieść więcej, ale jeśli znajdziemy dobrą ofertę, to dobrze na tym wyjdziemy. Najważniejsze jest działanie. Należy zrobić wszystko co się da, by ratować swoją sytuację finansową.
Większość niestety przegapia tę cienką granicę, brnąc prostą drogą w finansowy niebyt. Myślenie, że kolejny kredyt czy chwilówka załatwią sprawę jest zgubne.











