Spłacam cudze długi
Takie historie oglądałam kilka lat temu na ekranie telewizora w programach interwencyjnych. Dziś sama zastanawiam się nad taką opcją, by przestrzec innych, a może ktoś podsunie mi jeszcze jakieś rozwiązanie, które pomoże szybciej stanąć na nogi.
Pochodzę z przeciętnej rodziny 2 plus 3. W domu nigdy się nie przelewało, ale też nie biedowaliśmy. Mam dwóch braci. Rodzice przykładali wagę do naszej edukacji, jednak ani ja ani starszy brat nie wybraliśmy się na studia. Ja skończyłam technikum odzieżowe, a brat zawodówkę samochodową. Młodszy z braci wybrał inną drogę, skończył studia, architekturę z wyróżnieniem. Byliśmy z niego wszyscy bardzo dumni.
Rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała możliwości rozwoju w branży. Bez znajomości ciężko było mu rozwinąć skrzydła. W kocu załapał się w małej firmie za marne wynagrodzenie. W międzyczasie jego dziewczyna zaszła w ciąże, na świat przyszły bliźniaki. Wszyscy byli szczęśliwi.
Początkowo mieszkali z nami, ale było to mało komfortowe! Po kilku miesiącach brat znalazł lepszą pracę, dzięki przyszłemu teściowi. Zarobki bardzo dobre. Szybko wynajęli mieszkanie i zamieszkali na swoim. Wzięli ślub, a gdy dzieci skończyły roczek, bratowa poszła do pracy. Jest farmaceutką i nigdy nie miała problemu ze znalezieniem zatrudnienia.
Postanowili wybudować dom, to było marzenie ich obojga. Chcieli też mieć jeszcze przynajmniej jedno dziecko. Nic nie stało na przeszkodzie, oprócz braku funduszy. Na zakup działki, budowę domu potrzebowali ok 500 tys zł. Niestety w banku od razu uzyskali informację, iż będą potrzebować żyrantów.
Pamiętam, gdy przyszli do nas na niedzielny obiad i poprosili o przysługę, nic wielkiego tylko podżyrowanie kredytu. Nie przypuszczałam, że to będzie najgorsza decyzja w naszym życiu. Kredyt podżyrowałam ja, brat i ojciec.
Przez kilka pierwszych lat wszystko było dobrze. Dom stanął, zamieszkali w nim, żyli jak w bajce, na świat przyszło jeszcze dwoje ich dzieci. W międzyczasie ja zdążyłam urodzić syna. Wychowywałam go sama, bo ojciec dziecka, gdy dowiedział się o ciąży, zniknął. Po sześciu latach od wzięcia kredytu, brat wpadł do mnie z niezapowiedzianą wizytą. Powiedział, że otwiera firmę, potrzebuje ok 15-20 tys zł jakiejś szybkiej pożyczki. Bank mu nie da przy tak wysokim kredycie, mnie raczej też nie. Namówił mnie na kredyt bez zaświadczeń na dowód z firmy pozabankowej. W zasadzie to nie miałam powodów, by mu nie ufać, więc wzięłam prywatną pożyczkę na swoje nazwisko, ostatecznie 22 tys zł.
Był to jakoś okres wakacyjny. Miałam nieco luźniejszy czas, pracowałam w sekretariacie szkoły, w wakacje było mniej pracy. Więcej czasu spędzałam z synkiem, znajomymi. Chętnie gdzieś wyjeżdżaliśmy. Trafiły się też tanie wczasy w Bułgarii. Bez namysłu skorzystałam z oferty! W trakcie pobytu dostawałam telefony z obcego numeru, ale byłam przekonana, że to telemarketerzy!
Po dwóch tygodniach spędzonych nad ciepłym morzem i w miłej atmosferze, czekało mnie duże zaskoczenie.
Ze skrzynki na listy wyciągnęłam plik poczty- skąd tego tyle? Zaczęłam przeglądać, otwierać… a tam monity, wezwania, dziwne pisma! Usiadłam, zaczęłam głęboko oddychać i jeszcze raz czytać, o co chodzi? Brat nie spłaca kredytu hipotecznego od dwóch miesięcy, a pożyczki, której zaciągnęłam na swoje nazwisko w ogóle nie zaczął!
Próbowałam się do niego dodzwonić: abonent czasowo niedostępny, nogi się pode mną ugięły! Zarabiam 2200, skąd ja spłacę tyle kredytów? Syna do sąsiadki, a sama do ojca! Siedzieli z bratem przy stole, od tygodnia wiedzieli już co się stało! Brat z bratową i dziećmi wyjechali za granicę. Nie wiadomo gdzie! Brat zostawił w skrzynce na listy ojca lakoniczną kartkę: przepraszam, przykro mi, musimy wyjechać za granicę!
Na koniec każdego naciągnęli na pożyczkę, żeby mieć na start! Ojciec wziął dla nich kredyt w banku w wysokości 60 tys! Brat pożyczkę taką jak ja, ale pod zastaw samochodu w wysokości 30 tys zł. Naciągnęli jeszcze kilku znajomych!
Bank zażądał spłaty kredytu hipotecznego. Szybko zlicytowano dom, ale co z tego skoro o pieniądze z niego upomniało się tylu wierzycieli, że zabrakło na spłatę hipotecznego. Ostatecznie okazało się, że brat z żoną spłacili 100 tys hipotecznego, 200 tys długu pokryto ze sprzedaży nieruchomości. Pozostało jeszcze 200 tys zł. Komornik wszedł na emeryturę ojca, pensję brata i moją!
Ja nie miałam nic co można zająć. Nie miałam samochodu, mieszkania, zawsze wynajmowałam. Komornik zajął mieszkanie od rodziców, poszło pod młotek, tak samo działka za miastem. Ze sprzedaży uzbierało się ponad 200 tys, co pokryło dług.
Rodzice zostali na starość bez mieszkania. W jednej chwili stracili wszystko przez najbardziej ukochanego potomka! Długi spłacone, ale nie mieliśmy nic. Leciwa ciotka od moich rodziców zaproponowała im mieszkanie w jej domu, w zamian za opiekę i przepisanie nieruchomości. Dom to raczej ruina z lat 40., która nigdy nie była remontowana! By stanąć na nogi, spłacamy dalej pożyczki zaciągnięte tuz przed jego ucieczką, postanowiliśmy zamieszkać z ciotką, małymi krokami z pieniędzy na bieżąco pomału go remontujemy. Wychodzimy na prostą.
Od ponad czterech lat nie mamy kontaktu z bratem. Jakieś półtorej roku temu jeden ze znajomych twierdził, że go widział na mieście, czy to jednak prawda? Nie wiem, u nas nie ma czego szukać! Jak bardzo trzeba być wyrachowanym, by w taki sposób potraktować ojca, matkę i rodzeństwo? Mam nadzieję, że los mu się odwdzięczy, bo wiele musiałam odmówić swojemu synowi, by spłacać jego długi!
Elka, Grudziądz







