Przez nieuwagę popadłem w olbrzymie długi
Tak się złożyło w naszym życiu, że razem z żoną mamy tylko jednego potomka, syna o imieniu Piotr. Pomimo, że oboje zawsze marzyliśmy o tym, aby mieć syna i córkę niestety najwyraźniej nie było nam to pisane. Gdy poznałem swoją żonę Halinę miała 26 lat i zanim się pobraliśmy i zdecydowaliśmy na pierwsze dziecko zbliżała się już do 30. Po porodzie lekarz poinformował nas, że dla zdrowia i bezpieczeństwa małżonki nie powinna ona zachodzić więcej w ciążę.
Choć ta wiadomość nas zasmuciła to i tak nie zdołała przyćmić wielkiej radości jaką odczuwaliśmy w związku z przyjściem na świat naszego pierworodnego. Szczerze mówiąc nie wiem czy to przez świadomość faktu, że to będzie nasze jedyne dziecko, ale od zawsze razem z żoną przelewaliśmy całe ciepło i naszą uwagę na Piotra. Udało nam się wychować go na dobrego człowieka, a co najważniejsze zawsze dostarczał nam wiele powodów do dumy. Stosunkowo szybko się usamodzielnił. Po świetnie zdanych maturach udał się na ścisły kierunek studiów, a w wolnym czasie dorabiał sobie jako kelner. Jest to o tyle istotne, że właśnie w tej pracy poznał swoją sympatię, Joannę. Choć początkowo nie przypadła nam do gustu, nie mieliśmy w zwyczaju przesadnie ingerować w życie prywatne Piotra. Mimo naszych czarnych scenariuszy Joanna okazała się być porządną dziewczyna i razem z naszym synem świetnie się dogadywali.
Gdy oboje ukończyli studia i jakiś czas mieszkali już razem, Piotr postanowił oświadczyć się swojej wybrance i to właśnie z nią spędzić resztę życia. Tylko inny rodzic jest w stanie zrozumieć jaka radość towarzyszy człowiekowi, gdy się dowie, że jego dziecko planuje się pobrać. Jednak dla rodziców państwa młodych jest to nie tylko radość ze szczęścia swoich pociech, ale też duży wydatek finansowy. Rodzice Joanny są zamożni, więc siłą rzeczy ustawiało to poprzeczkę na pewnym poziomie. Niestety nasza sytuacja finansowa przedstawiała się gorzej. Ja pracuję jako mechanik samochodowy w autoryzowanym salonie Forda, a żona jest nauczycielką matematyki w pobliskim gimnazjum. Jak zapewne większość z was się domyśla, ślub i wesele wiąże się z koniecznością wzięcia kredytu na tą okoliczność przez rodziców państwa młodych. Wesele było planowane na 200 osób. Była to dla nas zawrotna liczba, zwłaszcza, że nasze wesele było kameralne i nie przekraczało nawet 30 osób. Jednak jak to się mówi czasy się zmieniają i faktycznie kiedyś te sprawy wyglądały zupełnie inaczej.
Z racji, że oboje z żoną pracujemy od lat w jednym miejscu na umowę o pracę i nigdy nie zalegaliśmy z żadnymi płatnościami, nie było żadnych problemów, abyśmy dostali kredyt. Długo przebieraliśmy w ofertach i porównywaliśmy różne rozwiązania zanim się na coś zdecydowaliśmy – chodziło wszakże o kredyt gotówkowy na 30 tysięcy złotych. W końcu wybraliśmy jedną z instytucji i niecały tydzień później mieliśmy już gotówkę do odbioru. Nie wiem co mnie podkusiło. Moja lekkomyślność miała ogromny wpływ na dalsze wydarzenia w moim życiu. Nie jestem w stanie odpowiedzieć dlaczego, ale gotówkę z banku zamiast przelać i trzymać na swoim rachunku bankowym postanowiłem przewieźć w neseserze. Może to kwestia tego, że nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości gotówki na raz i byłem oczarowany, a może po prostu było to chwilowe zaćmienie zdrowego rozsądku. Razem z małżonką byliśmy mocno zestresowani całą sytuacją, może dlatego nie zauważyliśmy, że od wyjścia z banku jesteśmy śledzeni.
Jak wiadomo, mądry Polak po szkodzie i dopiero po całym zdarzeniu połączyłem fakty i oczywiste stało się dla mnie to, że wszystko od początku było przez kogoś zaplanowane. W drodze powrotnej z banku do domu na jednej z pomniejszych ulic już blisko naszego domu, gdy staliśmy na światłach czekając na zielone ktoś nie wyhamował i uderzył w nas od tyłu. Ani ja ani Halina nie skojarzyliśmy tego wypadku z przewożoną przez nas gotówką, przyznam szczerze że to wydarzenie mocno mnie zdenerwowało. Bardzo dbam o swój samochód, a sądząc po impecie uderzenia spodziewałem się, że cały tylni błotnik będzie do wymiany. Wychodząc z samochodu już chciałem krzyczeć na nieuważnego kierowcę, gdy zamarłem. Dobrze zbudowany, wysoki mężczyzna ubrany na czarno, mający na sobie okulary przeciwsłoneczne i czapkę z daszkiem trzymał w ręku broń. Kazał dać mi gotówkę, a jego ton głosu nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że jeśli się go nie posłucham to nie zawaha się użyć broni. Wszystko działo się błyskawicznie, wręczyłem mu walizkę z gotówką i chwilę później samochód zniknął tak szybko jak wcześniej się pojawił. Jak na złość, akurat wtedy dookoła nie było żywej duszy. Od razu po tym zdarzeniu udaliśmy się prosto na komisariat policji, która jednak była bezradna.
W tym miejscu nie ma żadnego monitoringu, a ani ja ani moja żona nie zapamiętaliśmy tablic rejestracyjnych wozu. Byłem na siebie wściekły i jednocześnie przerażony. Co my teraz zrobimy?! Niestety nie wykupiliśmy z żoną ubezpieczenia od kredytu, chociaż wątpię, aby obejmowało ono takie przypadki. Na drugi kredyt nie było nas już stać. W tym przypadku sprawdziło się powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Rodzice Joanny, kiedy się dowiedzieli o tym co nam się przytrafiło wykazali dużo zrozumienia i zgodzili się wziąć większość kosztów na siebie mówiąc, że kiedy staniemy już na nogi i spłacimy feralny kredyt to im to jakoś zrekompensujemy. To było dla nas nie lada zaskoczenie i duża ulga, ponieważ baliśmy się ich reakcji. Było nam niezmiernie głupio i wstyd, że padliśmy ofiarą takiej sytuacji, do której sam tak naprawdę doprowadziłem nie wpłacając pieniędzy od razu na konto.
Chcieliśmy, aby nasze dziecko miało wymarzone, idealne wesele i zależało nam na dobrych relacjach z rodzicami panny młodej. Wesele, choć skromniejsze niż było to zakładane na początku, udało się wyjątkowo dobrze i sądzę, że zarówno my jak i rodzice Joanny i oczywiście młoda para zapamiętamy ten wyjątkowy dzień do końca życia. Pechowy kredyt spłacamy z żoną do dnia dzisiejszego, a jego raty w odczuwalny sposób ograniczają nasz domowy budżet. Oddawanie pieniędzy, których się nie wydało uczy pokory, jednak pogodziłem się już z tym faktem i wybaczyłem sobie tak bolesny w skutkach brak rozsądku i ostrożności. Teraz już zapamiętam do końca życia, że zawsze trzeba myśleć o tym co się robi i przewidywać potencjalne zagrożenia.
Zbigniew, Kraków






