Pracując na czarno
Pochodzę z niewielkiej wsi w województwie wielkopolskim. Urodziłem się i wychowałem w normalnej rodzinie przy gospodarstwie rolnym. W odróżnieniu od ojców moich kolegów, mój tata nigdy nie nadużywał alkoholu, a rodzice kłócili się bardzo rzadko. Oboje byli przyzwoitymi ludźmi pracującymi od świtu do zmierzchu, aby zapewnić nam dobre życie. Jednak ze względu na to, że mieli nas aż sześcioro to choć nie zdarzało się abyśmy chodzili głodni, nigdy nam się nie przelewało. Mam starszą siostrę, dwóch młodszych braci i dwie młodsze siostry. Z racji, że po ojcu to ja byłem najstarszym mężczyzną w domu, szybko spadła na mnie część obowiązków.
Starsza siostra pomagała mamie zajmować się domem i młodszym rodzeństwem, a mnie tata uczył jazdy ciągnikiem i tajników pracy w polu. Kto też wychował się na wsi ten dobrze wie, że mając gospodarstwo i spore pole zawsze jest coś do zrobienia. Nie należałem do głupich, w szkole nauczyciele nigdy nie mieli ze mną żadnych problemów. W późniejszych klasach ze względu na to, że zdecydowaną większość czasu wolnego po szkole pochłaniała mi pomoc rodzicom przy gospodarstwie nie miałem czasu na naukę. Pomimo tego rzadko kiedy zdarzało mi się dostać negatywną ocenę, a nauczyciele nieustannie starali się mnie motywować, abym przysiadł do nauki. Niejednokrotnie powtarzali moim rodzicom, że jestem bystrym uczniem, mam duży potencjał i powinienem go rozwijać. Niestety moi rodzice, ludzie starszej daty, przedkładali pracę na roli nad książki i twierdzili, że te nie dadzą mi pewnej przyszłości. Chcąc nie chcąc musiałem się dostosować jednak przez te wszystkie lata stopniowo narastał we mnie bunt.
Rodzice namawiali mnie, abym poszedł do zawodówki, ja jednak uparłem się i wywalczyłem z nimi pójście do liceum. Kosztem wielu sprzeczek i mojego wielkiego uporu udało mi się je ukończyć i zdać maturę. Chciałem kontynuować naukę na studiach na ścisłym kierunku, bo od zawsze miałem łatwość do fizyki i matematyki. Rodzice nie chcieli o tym słyszeć, uważali moją maturę za fanaberię i myśleli, że po liceum osiądę na dobre na wsi, aby pracować na roli i przejąć kiedyś gospodarstwo po ojcu. Ja jednak nie widziałem siebie jako rolnika. Chciałem dalej się rozwijać i zarabiać na życie umysłem, a nie siłą swoich mięśni. Ta kwestia okazała się nie do przejścia z moimi rodzicami i poskutkowała tym, że po kolejnej awanturze na ten temat spakowałem się i wyniosłem do Poznania. Z racji, że nie mogłem liczyć na wsparcie rodziców byłem zdany wyłącznie na siebie. Z rodziny rozumiała mnie i okazywała wsparcie jedynie starsza siostra, która jednak była zbyt uległą osobą by sprzeciwić się naszym rodzicom.
Z racji, że od zawsze miałem łatwość do liczb i interesowała mnie matematyka zdecydowałem się studiować zaocznie rachunkowość i skarbowość. Udało mi się znaleźć pracę na czarno w budowlance. Była to ciężka fizyczna praca jednak zarobki były na tyle dobre, że starczało mi na utrzymanie się i opłacenie czesnego. Był to dla mnie ciężki okres, miałem mało czasu dla znajomych i najczęściej byłem przemęczony, jednak nie narzekałem bo sam wybrałem sobie taki los. Zaciskałem zęby i szedłem do pracy, siadałem do nauki, chodziłem na zajęcia. Bywały różne problemy i potknięcia jednak w ten sposób dotrwałem do trzeciego roku studiów i licencjatu. Miałem nadzieje, że ten rok będzie przełomowy i zakończy się dla mnie okres tak ciężkiej i wzmożonej pracy. Nie przewidziałem jak bardzo zadrwi ze mnie los. Pewnego dnia w pracy poślizgnąłem się i spadłem z rusztowania. Wylądowałem w szpitalu ze złamaną nogą, wybitym barkiem i podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Tamte wydarzenia pamiętam jak przez mgłę. Ktoś z pracy zawiózł mnie do szpitala, a ja pracując na czarno nie mogłem powiedzieć jak naprawdę doszło do tego zdarzenia. Całe szczęście, że będąc studentem miałem ubezpieczenie zdrowotne z uczelni, jednak i tak byłem w sporych tarapatach.
Pracując na czarno nie miałem ubezpieczenia od wypadków w pracy, więc nie mogłem ubiegać się o odszkodowanie, a majster dla którego pracowałem wypłacił mi zarobione pieniądze z małą nawiązką i tak zakończyła się nasza współpraca. W szpitalu spędziłem ponad dwa tygodnie. Czas pełnego powrotu do zdrowia był do końca nieznany, lekarze mówili, że może to potrwać nawet rok, ale muszę też się liczyć z tym, że już nigdy nie będę tak sprawny jak przed wypadkiem. Rodzice, co bardzo mnie zabolało, umyli ręce mówiąc, że sam jestem sobie winny i skoro byłem taki mądry wcześniej to żebym radził sobie teraz sam. Jedyną osobą, na której wsparcie i zrozumienie mogłem liczyć była jak zwykle moja starsza siostra Agnieszka. Nie mogła mnie wesprzeć finansowo jednak odwiedzała mnie razem ze swoim mężem w szpitalu i pomagała załatwiać liczne sprawunki. Byłem w opłakanej sytuacji, bez pracy i z szybko topniejącymi oszczędnościami.
Uznałem, że jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji będzie obrona pracy licencjackiej i zatrudnienie się w swoim wyuczonym zawodzie jako księgowy. Pomysł z założenia dobry, jednak trzeba za coś żyć i opłacać studia. Zacząłem się zadłużać, najpierw u znajomych z pracy i uczelni, a potem u różnych firm pożyczkowych. Dopiąłem swego i ukończyłem studia jednak miałem potworne długi przekraczające ponad 20 tysięcy i widmo komornika. Na szczęście dosyć szybko znalazłem pracę w biurze księgowym. Wynagrodzenie dla osoby bez doświadczenia było niższe niż się spodziewałem i po opłaceniu rachunków i kosztów życia zostawało mi niewiele pieniędzy na spłatę długów. Zacząłem się rozglądać za drugą pracą choćby na pół etatu w międzyczasie udzielałem też korepetycji z matematyki i fizyki. Moim celem była jak najszybsza spłata długów. Szczęście znowu się do mnie uśmiechnęło, ponieważ znajomi u których się zapożyczałem wykazali zrozumienie wobec mojej sytuacji i zgodzili się, abym w pierwszej kolejności pospłacał chwilówki. Niestety nie udało mi się uniknąć komornika.
Od tego niefortunnego wydarzenia minęły już ponad dwa lata, a ja nadal spłacam swoje długi. Co prawda jak wszystko dobrze pójdzie już niedługo pozbędę się komornika i spłacę pozostałe zobowiązania. Obecnie nadal pracuję w tamtym biurze księgowym, a do tego dorabiam sobie łapiąc inne zlecenia jako księgowy i udzielając korepetycji. Uczęszczam również na studia podyplomowe, dzięki którym będę mógł podjąć pracę księgowego w Wielkiej Brytanii z czym wiążę duże nadzieje. Moje perypetie nauczyły mnie, że los bywa przewrotny, ale nie można się poddawać. Teraz już wiem też, że praca na czarno wcale nie jest taka dobra jak się wydaje, a większe pieniądze zarabiamy kosztem tego, że w przypadku jakiegoś nieszczęścia jesteśmy zdani tylko na siebie. Czasami rozmyślam jakby to było gdybym jednak posłuchał się rodziców i został na gospodarstwie. Może uniknąłbym w ten sposób kłopotów i ciężkich chwil, przez które musiałem przejść, ale czy byłbym szczęśliwy? Myślę, że mimo wszystko było warto. Czuję niesamowitą satysfakcję, że pomimo tylu przeciwności losu jednak postawiłem na swoim i osiągnąłem swój cel. Teraz mam perspektywę naprawdę dobrych zarobków w pracy, którą lubię i w której się spełniam, a po spłaceniu długów do końca będę całkowicie wolny i niezależny od nikogo.
Feliks, Wielkopolska







