Pobyt w szpitalu bez ubezpieczenia- powalający rachunek
Jak większość dłużników, którzy opowiadają swoje historie nie spodziewałem się, że spotka i mnie coś takiego. Jak dla mnie to pech spowodował, że popadłem w duże długi.
Swego czasu moja dobra znajoma była bez ubezpieczenia kilka tygodni, drżała, by nie trafić do szpitala. Później druga tez miała taki okres przejściowy. Mówiła, że najbardziej obawia się zawału serca, bo co wtedy? Śmieszyło mnie to! I raczej traktowaliśmy jako pole do żartów niż problemów. I jedna i druga szybko stanęły na nogi, okres bez ubezpieczenia był raczej krótki.
I ja znalazłem się w takiej sytuacji, szef redukował etaty, a więc straciłem pracę. Wiem, że Polska to liberalny kraj pod tym względem, bo wystarczy się zarejestrować w UP. Stary szef zaproponował mi współpracę na umowę o dzieło. Dlatego rejestracja odpadała. Musiałem się sam utrzymać, dlatego się zdecydowałem, z zasiłku byłoby ciężko. Choć dziś z perspektywy czasu, myślę, że byłoby to lepsze rozwiązanie! Dodatkowo łapałem fuchy na czarno, więc zarobki nie były złe. Męczył mnie ten brak ubezpieczenia i to, że nie mogę znaleźć pracy. Wiadomo jakąś zwykła pracę chwyciłbym raz dwa, ale zależało mi na czymś konkretnym. Myślałem wtedy, znajome dwie też kilka tygodni tak żyły i nic się nie wydarzyło. Będzie dobrze.
Nigdy nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem, ale nigdy nie oznacza, że zawsze tak będzie! Byłem głupi, niektórym się udaje, niektórym!
Już dzień przed nieszczęsnym zdarzeniem czułem się dziwnie, jakby taki pełny, przejedzony, nie miałem apetytu. Myślałem, że grypa może mnie rozkłada, to był taki czas. Następnego dnia pojechałem do firmy zawieść dokumenty. Przy wyjściu poczułem straszliwy ból coś jakby od brzucha, za chwilę klatka piersiowa, nie potrafiłem oddychać. Miałem wrażenie, że zaraz się uduszę. Ból był tak przenikliwy, że upadłem na ziemie. Szybko wezwano pogotowie. Dostałem jakieś leki, wiele nie pamiętam. Gdy się ocknąłem, pomyślałem pierwsze co nie mogę być w szpitalu nie mam ubezpieczenia! Usłyszałem musimy operować to woreczek żółciowy!
Wszystkie badania, kilka dni pobytu, wcześniej tylko słyszałem, że szpitale wystawiają rachunki jak za pięciogwiazdkowy hotel. Gdy zobaczyłem rachunek oniemiałem! Kilkanaście tysięcy złotych! Wszystko dokładnie wyszczególnione i krótki termin płatności! Nie mogłem pracować, a więc nie zarabiałem, a tu długi do spłaty, wynajmowane M na utrzymaniu!
I tak w kilka tygodni z kilkunastu tysięcy zrobiło się znacznie więcej (brałem jeszcze pożyczki prywatne, by za coś żyć). Byłem przerażony w jakim tempie rosną długi. W ogóle wszystko tak szybko się działo, że nie wiem kiedy z człowieka, który żył w miarę spokojnie zrobił się kłębek nerwów. Zaczęły przychodzić wezwania do zapłaty, coraz częściej wynajmujący składał mi wizyty, bo zalegałem z płatnościami.
Jak pech to pech. Najpierw utrata pracy, ubezpieczenia, atak woreczka- czy to nie dziwne? Dlaczego nie stało się to kilka tygodni wcześniej albo później? Wziąłem pierwszą pracę z brzegu w hipermarkecie na dziale warzyw, byleby mieć ubezpieczenie i jakieś pieniądze! Łapałem też dodatkowe fuchy. W końcu wziąłem kredyt, żeby spłacić dług wobec państwa. Zapłaciłem rachunek, trochę odetchnąłem.
Dopiero później dowiedziałem się, że jest szansa, by prezydent miasta objął ubezpieczeniem na chyba 90 dni, jak zaistniały określone okoliczności. Jest próg dochodowy. Ja nie miałem wówczas dochodu, ale też o tym nie wiedziałem. Piszę o tym bo być może ktoś będzie w podobnej sytuacji, warto się zorientować. Objęcie takim ubezpieczeniem oznacza, że rachunek zapłaci NFZ. Inna opcja to rzeczywiście lepiej zarejestrować się w UP. Albo pozostaje jeszcze dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne, wiem kosztuje niemało, ale w porównaniu z tym, ile kosztuje doba pobytu w szpitalu (nawet 1000 zł) warto się zabezpieczyć!
W każdym razie ja wziąłem kredyt (na rachunek ze szpitala i chwilówki) i spłacam go do dziś. Tak jeszcze przez najbliższe cztery lata będę go spłacał. Zamiast myśleć o nowym samochodzie, oszczędzaniu na własne M, muszę spłacać długi wobec szpitala. Tak jest to moja wina, tylko, że człowiek myśli zawsze jakoś to będzie. I tak samo było w moim przypadku.
Na koniec dodam tylko, że problem braku ubezpieczenia w Polsce jest dość duży, a rachunki wystawiane są nawet na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie polecam liczyć na szczęście.
Tomek, Piła.







