Od spadku do upadku

Od spadku do upadku




 

Od spadku do upadku.

 

 Chyba każdy człowiek mieszkający w cywilizowanym świecie chociaż raz w swoim życiu marzył o wielkiej fortunie, która spadnie mu dosłownie z nieba. Najczęściej takie myśli pojawiają się przy okazji dużych kumulacji w Totolotku.  Widząc, że do wygrania jest kilka lub kilkanaście milionów, inwestujemy te kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych i parę dni bujamy z głową w chmurach rozmyślając co byśmy zrobili z takimi pieniędzmi. Mój tata zawsze nazywał takie zjawisko podatkiem od marzeń.

 Ja nigdy przesadnie nie liczyłam na mannę z nieba. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie raczej nie było zbyt wiele perspektyw. W domu jak to się mówi było godnie, ale skromnie. Tata nauczyciel fizyki w szkole średniej, mama sprzedawczyni w sklepie. Z tego powodu od małego byłam uczona, że jeśli chcę mieć dobre życie to muszę na nie zapracować sama. W szkole od zawsze radziłam sobie dobrze, a w wolnym czasie pomagałam rodzicom lub pilnowałam dzieci sąsiadów. Gdy nadszedł okres liceum przeniosłam się do miasta wojewódzkiego, aby zamieszkać tam w bursie i podjąć dalszą edukację w jednej z lepszych szkół w mieście.

 Dostawałam stypendium i dorabiałam sobie łapiąc się różnych dorywczych prac, czy też udzielając korepetycji. Po dobrze napisanej maturze zostałam w tym mieście, żeby podjąć studia. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy byłam jeszcze dość młoda. Miałam wtedy zaledwie 24 lata. Nie było mi z tym łatwo, ale przyzwyczajona od dawna do samodzielności w końcu się pogodziłam z tym faktem, a przynajmniej przeszłam nad tym do porządku dziennego. Byłam jedynaczką, a poza rodzicami nie utrzymywałam raczej kontaktu z innymi członkami rodzinny. Szczerze mówiąc większość z nich widziałam ostatni raz na pogrzebie, od którego to upłynęło już kilka lat. Dlatego byłam mocno zdziwiona, gdy dostałam list informujący mnie o tym, że jestem jedyną spadkobierczynią po zmarłym wujku. Do listu było załączone zaproszenie do Warszawy na odczytanie testamentu. Chwilę mi zajęło zrozumienie nawet o kogo chodzi, jednak w końcu zapaliła mi się lampka. To musiał być wuj Ryszard, starszy brat ojca. Pamiętam go jak przez mgłę, widziałam go chyba tylko raz na pogrzebie rodziców.

 Tata nigdy zbyt wiele o wujku Ryśku nie opowiadał. Tylko tyle, że wuj Ryszard będąc młodym zbuntowanym mężczyzną pokłócił się z całą rodziną i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Pojechałam do stolicy, sama nie wiedząc czego się spodziewać. Na miejscu, gdy prawnik czytał ostatnią wolę mojego wuja wprost mnie zamurowało! Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa! Okazało się, że przypadła mi w spadku spora ilość gotówki oraz dwie nieruchomości na terenie Polski! Nic z tego nie rozumiałam, żałowałam że do testamentu nie był załączony żaden list od wuja, który wyjaśniłby mi co to ma wszystko znaczyć i dlaczego akurat ja otrzymałam ten spadek. Nie wiedziałam nawet czy wuj miał żonę lub jakieś dzieci. Taty niestety o to spytać nie mogłam, a postanowiłam nie informować o tej dziwnej sytuacji reszty rodziny.

 Patrząc z perspektywy czasu mimo, że bliżej mi już było do czterdziestki niż trzydziestki, nie dojrzałam, aby być w posiadaniu takiej sumy gotówki. Szczerze mówiąc żałuję, że mnie to spotkało, bo gdyby nie to zdarzenie dalej bym wiodła normalne, w miarę godne i szczęśliwe życie, ale po kolei.

 Zaczęło się niewinnie, ponieważ postanowiłam nie zmieniać swojego życia i zachowywać się jakby nigdy nic. Chodziłam do pracy, jedyne co to jadłam trochę lepiej, kupiłam sobie kilka ubrań, o których od dawna marzyłam, ale nigdy nie mogłam sobie na nie pozwolić i nie martwiłam się już pieniędzmi. Ten stan rzeczy niestety nie trwał zbyt długo. Elementem przełomowym okazała się kłótnia z szefową. Puściły mi nerwy i, gdy moja zwierzchniczka oznajmiła, że jak mi się nie podoba to mogę zrezygnować z pracy, spakowałam swoje rzeczy i wyszłam bez słowa pożegnania. Po co mi praca! Przecież mam tyle pieniędzy, że nie będę musiała pracować już do końca życia! Tak właśnie myślałam w swojej głupocie i naiwności. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak ważne w życiu człowieka jest stałe zajęcie i jak łatwo można przepuścić choćby największą sumę gotówki.

 I tak to się zaczęło. Z braku jakichkolwiek obowiązków spałam do południa, a dzień rozpoczynałam od wizyty w drogiej restauracji. Potrafiłam zostawić tam ponad tysiąc złotych niedojadając nawet zamówionych potraw! Następnie udawałam się na zakupy, aby wieczorem szukać wrażeń w ekskluzywnych klubach. Weszłam w towarzystwo, którego nigdy nie byłam częścią. Składało się ono z żon i kochanek bogatych mężczyzn. Udawałam kogoś kim nie byłam co miało na mnie zgubny wpływ. Trwoniłam pieniądze na różne wycieczki i zbędne mi rzeczy. Nawet się nie obejrzałam jak pieniądze, które odziedziczyłam w spadku wyparowały! Przyzwyczajona do luksusowego trybu życia i spędzaniu całych dni wyłącznie na przyjemnościach sprzedałam najpierw jedno mieszkanie, potem drugie. Jednak te pieniądze też w końcu się skończyły.

 Wpadłam w błędne koło, jednak sama tego nie zauważałam, a nie było obok mnie żadnej bliskiej osoby, która mogłaby mną potrząsnąć i sprawić bym się opamiętała. Moje „przyjaciółki” jedynie namawiały mnie do złego i kolejnych wybryków. W końcu zaczęłam się zadłużać. Przyznano mi kredyt w banku, potem były chwilówki. Momentem przełomowym podczas którego spłynęło na mnie opamiętanie było wypowiedzenie umowy przez bank i listy przedsądowe od chwilówek, które groziły mi komornikiem. Mój Boże! Co ja najlepszego uczyniłam! W głowie jak i wewnątrz siebie czułam jedynie pustkę i rozczarowanie swoją osobą.

 Do momentu zostania spadkobierczynią wiodłam normalne życie, w którym niczego mi nie brakowało. Dostałam życiową szansę na stabilizacje i zabezpieczenie swojego bytu do końca życia i to roztrwoniłam! Czułam ogromny wstyd i brzydziłam się sama sobą. Rodzice i wuj byliby wielce rozczarowani, gdyby tylko wiedzieli jak spożytkowałam te pieniądze! Nie dość, że przetraciłam jakby nie patrzeć rodzinny majątek to jeszcze skończyłam z ogromnym kacem moralnym i kilkudziesięcioma tysiącami długów. W momencie, gdy zaczęłam mieć problemy, moje „przyjaciółki” zniknęły tak nagle jak wcześniej się pojawiły.  Został przy mnie tylko jeden mężczyzna, którego poznałam podczas wycieczki do Egiptu. Poradził mi, abym poszła do psychologa i zaopiekował się mną okazując mi zrozumienie i wsparcie. Wróciłam do pracy, od kilku miesięcy razem z Kamilem wynajmujemy kawalerkę. Do wyjścia na prostą i normalności brakuje mi jeszcze kilku lat, ale dzięki niemu wierzę w pozytywne rozwiązanie całej sytuacji i, że dam radę wyjść z kłopotów, które sama na siebie sprowadziłam. Oto moja historia od spadku do upadku.

 Jolanta. Wschodnia małopolska.

 


Ranking najlepszych chwilówek bez bik - 2026

Kwota pożyczki 100 do 5 000 zł
Czas spłaty 15 do 61 dni
Max RRSO 36%
Recenzja Opinie o Crezu
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 300 do 7 000 zł
Czas spłaty 7 do 62 dni
Max RRSO 0 do 298,9%
Recenzja Opinie o Feniko
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 5 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO 0 do 299,25%
Recenzja Opinie o Wandoo
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 8 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO do 299,19%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 10 000 zł
Czas spłaty 30 do 360 dni
Max RRSO do 39,55%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 3 000 zł
Czas spłaty 31 dni
Max RRSO 0% do 511%
Recenzja Opinie o Credy
Sprawdź ofertę
Autor: Beniamin Domański
Rola: Redaktor serwisu Tepozyczki.pl

Biografia: Zobacz profil autora

Redaktor finansowy specjalizujący się w pożyczkach i kredytach konsumenckich. Od kilku lat analizuje oferty firm pożyczkowych, warunki umów oraz zmiany w przepisach dotyczących kredytów konsumenckich. Specjalizuje się w tematach związanych z pożyczkami pozabankowymi, zdolnością kredytową, zadłużeniem oraz prawami konsumentów.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry