Spłata kredytów kartą kredytową
Komornicy, windykacja? Takie historie czyta się w prasie podczas przerwy na kawę, nigdy nie myślałem, że kiedyś stanę się ich bohaterem. A udało mi się zaistnieć w lokalnych mediach, niestety bez powodów do dumy, bo w dziale finanse: potworne długi, jak z nich wyjść.
Nie żyłem ponad stan, pracowałem i ja i żona, ot normalna rodzinka z sąsiedztwa. Dwójka dzieciaków, pies i kot. Długo mieszkaliśmy kątem u rodziców, czyli też standardowa droga młodego małżeństwa. Nie chcieliśmy się zadłużać, ale w końcu w dwóch małych, bardzo małych pokoikach zaczęło robić się strasznie ciasno. Poza tym ten ciągły brak intymności, jak by nie było teściowie większość czasu spędzali w domu, byli już na emeryturze, a zresztą zawsze preferowali taki styl życia. Wspólna kuchnia, łazienki, to wszystko powodowało, że człowiek nigdy nie czuł się do końca swobodnie.
Każdego miesiąca oszczędzaliśmy, chociaż te 500 zł zawsze się odłożyło. Po kilku latach mieliśmy uzbierane na wkład własny, a nawet małą nadwyżkę. W banku po wstępnej analizie pracownik stwierdził, że bez problemu dostaniemy kredyt. Oboje zatrudnieni na umowę o pracę na czas nieokreślony. Łącznie zarobki nasze to ok 5 tys zł na miesiąc. Według mnie nie było źle, a przynajmniej na warunki naszego miasta. Załatwienie kredytu poszło dość szybko. Mieszkanie, żeby było taniej było z rynku wtórnego. Nie do końca wyremontowane, ale tym mieliśmy zająć się później.
Dopiero teraz z perspektywy czasu wiem, że mieliśmy za mało pieniędzy, zwyczajnie się przeliczyliśmy! Wydawało mi się, że skoro mamy odłożone jakieś 50 tys, nie mamy żadnych kredytów czy szybkich pożyczek na koncie, to jest dobrze. Niestety trzeba było się jeszcze wstrzymać z decyzją o wyprowadzce!
Transakcja zakupu mieszkania i uzyskanie kredytu poszły gładko i ku naszemu zdziwieniu bardzo szybko. Oczywiście oboje bardzo się cieszyliśmy natomiast wyprowadzka nie mogła tak szybko nadejść. Trzeba było zrobić remont. To co pozostało z wkładu szybko wypłynęło z konta. Wystarczyła jedna czy dwie wizyty w sklepie budowlanym, by pieniądze się skończyły. Były materiały, trzeba było wynająć ekipę. Znaleźliśmy najtańszą chyba ekipę remontową w mieście- kolejny błąd bo sufit spada nam na głowę! Dziadek z wnuczkiem robili za grosze, ale nie obyło się bez kredytu! Wziąłem na siebie kredyt gotówkowy na 15 tys zł. Remont szedł mozolnie i wręcz ciągnął się w nieskończoność. Za ten czas coś tam jeszcze odłożyliśmy, kupiło się parę nowych sprzętów.
Na resztę brakowało. Rozmawialiśmy z żoną, że z każdej wypłaty coś się kupi i po kilku, kilkunastu miesiącach będziemy na spokojnie urządzeni. Jednak tam okazja, tu promocja, to nas zgubiło. Meble wzięliśmy na raty z możliwością spłaty dopiero po kilku miesiącach- super okazja. Myśleliśmy, że przez ten czas się jeszcze coś odłoży, a później zaczniemy spłacać. Niestety jak to z nowym mieszkaniem bywa to studnia bez dna. Do tego doszły jeszcze kolejne raty, bo kupowaliśmy też sprzęty w sklepach na raty. Banki dawały, my braliśmy nie bacząc na konsekwencje i zapominając, że za kilka miesięcy trzeba będzie jeszcze doliczyć spłatę mebli.
Tak oto z kilkoma kredytami na koncie żyliśmy od pierwszego do pierwszego. Do czasu kryzysu. Szef zwołał zebranie, niestety, ale będę z niektórymi z Was musiał się rozstać, a reszcie zmienić stawki na umowie, o 30% mniejsze. Zbladłem, nie wiedziałem co gorsze, zwolnienie z pracy czy nędzna wypłata, bo potem dodał, że o premii można zapomnieć na najbliższych kilka miesięcy. Byłem w grupie szczęściarzy, którzy zachowali etat, ale co z tego z ponad 3 tys zł zarobki spadły o połowę. Mojej pensji nie wystarczało na pokrycie rat kredytowych.
Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, a u mnie to już chyba chodziły grupami! Zaraz po tym jak mnie obniżono pensję żona została zwolniona, likwidacja stanowiska, kilka tygodni później okazało się, że jest w ciąży. Chcieliśmy trzecie dziecko, ale wtedy, gdy było dobrze! Przez myśl przebiegła mi nawet aborcja, ale wiedziałem, że nie umielibyśmy z tym żyć!
Sięgnąłem do banków, w których mamy konta, po karty kredytowe. To miało być tylko doraźne wsparcie, w ostateczności, ale my nie mieliśmy za co żyć. Szukałem innej pracy, czegoś dorywczo, ale to był chyba taki okres w moim życiu! Czarny okres! Kredyty spłacałem kartami kredytowymi, w pewnym momencie już całkowicie straciłem nad tym kontrolę! To był mój, nasz koniec.
Pracowałem praktycznie za najniższą, nie wiem po co, jak na nic nie wystarczało. Działałem jak automat. Chciałem się dogadać z bankami, jednak było w tym wszystkim za dużo nerwów. Sprawy szybko trafiały do windykacji, a z tymi to już nie idzie się dogadać, przynajmniej ja nie miałem szczęścia. Telefony w środku nocy, karki za drzwiami, zaczęliśmy się bać.
Wtedy też ktoś zaproponował drobny zarobek za opowiedzenie swojej historii do lokalnej gazety. Zgodziłem się każdy grosz się przyda! I jak się później okazało to ten artykuł pomógł nam wyjść na w miarę prostą drogę. Po kilku dniach od publikacji zadzwonił do mnie jakiś mężczyzna, zaproponował spotkanie. Był z firmy oddłużeniowej. Powiedział, że sprawa nie wygląda za dobrze, ale nie jest też beznadziejna. Zaproponował pomoc. Nie, nie był to przejaw dobroci serca, firma, on mieli nam pomóc, ale nie za darmo, dawali jednak czas i nadzieję! To była dobra decyzja!
Wiele słyszy się o firmach oddłużeniowych, że naciągacze, że tylko zdzierają pieniądze itd. W naszym przypadku było inaczej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jakby ktoś gdzieś nad nami czuwał! Po kilku dniach dostaliśmy plan działania, byłem w szoku, że tak można wszystko poukładać.
Dogadali się za nas z windykacją, sprawy nie trafiły do sądu. Dostaliśmy wsparcie z instytucji społecznych, dobrzy ludzie dali całą wyprawkę dla maluszka. Nagle pieniądze zaczęły do nas płynąć powoli, jakby ktoś odkręcił lekko kurek. Dostaliśmy pomoc prawną i psychologiczną, dostałem wiatru w żagle, wszystko się zmieniło!
Nadal mamy długi, ale zamienione na jeden kredyt. Z pracą jest trochę lepiej, bo zarobki nieco wyższe. Żona wróciła do pracy i to dla nas bardzo dużo. Wyszliśmy na prostą dzięki firmie oddłużeniowej, nie było to tanie rozwiązanie, ale gdyby nie oni, to nie wiem gdzie teraz byłbym z rodziną.
Sebastian, Szczyrk.







