Mąż wpędził nas w długi i uciekł do mamy

Mąż wpędził nas w długi i uciekł do mamy




 

Mąż wpędził nas w długi i uciekł do mamy

 

W 2009 roku byłam na skraju załamania nerwowego, gdy dowiedziałam się jakie mamy długi. Właśnie mamy, ale ja ich nie zrobiłam. Jednak wedle prawa mieliśmy je razem jako małżeństwo. Nawet nie wiedziałam nic o tym, że nie płaci ZUS-u i podatków, a nie były to małe kwoty.

Maż prowadził małą firmę jak się poznaliśmy, zatrudniał dwóch pracowników. Biznes szedł na tyle, dobrze, że żył spokojnie i na nic nie brakowało. To było pod koniec lat 90. Mąż robił drewniane akcesoria kuchenne. Część szła do polskich sklepów, a część do Niemiec. Po jego wyroby przyjeżdżali również miejscowi, by sprzedawać na targowiskach.

 

Bardzo szybko zaszłam w ciąże i urodziłam syna. Po roku kolejna ciąża i znów syn. Nie przejmowałam się zbytnio pieniędzmi, bo też byłam młoda i głupia. Miałam zaledwie 20 lat i już dwoje dzieci. Początkowo na wszystko starczało, mieliśmy też swoje warzywa, później doszła hodowla kur i kaczek. Sielskie życie można powiedzieć. Co miesiąc mąż dawał mi do ręki pieniądze, ja poszłam na studia, zajmowałam się domem, zakupami, dziećmi, płaceniem rachunków. Po kilku latach na świecie pojawiła się córka. W tym czasie zdążyłam skończyć studia, ale o pracę w zawodzie w tym regionie było trudno. I tak kolejne lata przesiedziałam w domu z dziećmi, pomagając mężowi w firmie. Pracowałam w zasadzie jak na etacie, bo z dwóch pracowników nie został żaden. Firm produkujących drewniane akcesoria narosło jak grzybów po deszczu i mieli o wiele lepsze stawki. Praktycznie o połowę taniej sprzedawali podobne produkty, oczywiście mieli lepsze sprzęty, co przekładało się na tańszą produkcję.

 

Mój mąż postanowił też wymienić maszyny i bez mojej wiedzy zaciągnął kredyt na dom w wysokości 150 tys zł. Mi powiedział, że firma się rozwija i trzeba iść do przodu, nie miałam pojęcia  o kredycie.

Mało tego przestał płacić ZUS i odprowadzać podatki, które wcale nie były małe. Jak wpadły mi w ręce dokumenty, to osunęłam się na podłogę, bo nie mogłam uwierzyć w to co widzę! Przecież firma się rozwijała, ja nie byłam zarejestrowana, a pracowałam więcej niż na etacie.

W tamtym czasie mąż zaciągnął jeszcze jeden kredyt na samochód, tym bardziej nie myślałam, że może mieć jakieś problemy. Gdy przyjechał samochodem prosto z salonu, byłam mocno zdziwiona, ale zapewniał mnie, że nas stać. Już od dłuższego czasu zastanawialiśmy się nad zmianą samochodu, bo poprzedni dla naszej rodziny był zdecydowanie za mały. Stary był dla mnie, a więc dodatkowy wydatek. Tonęliśmy w długach, a mąż zdecydował się zostawić stare auto, a to pociągało za sobą kolejne opłaty.

 

I tak mijały miesiące, ja żyłam w błogiej nieświadomości ciągle pracując dla męża na czarno, a on przekonywał mnie, że wszystko jest w porządku. Już wtedy powinna zapalić mi się czerwona lampka. Byłam po studiach ekonomicznych, miałam kilka kursów z księgowości i rachunkowości za sobą, chciałam prowadzić księgowość firmy. Mąż się nie zgodził. Zawsze mówił, że ma zaufaną, dobrą księgową i nie chce tego zmieniać. Twierdził, że potrzebuje mnie przy produkcji bardziej niż papierach. Upierałam się, że dla mnie to możliwość zdobycia doświadczenia, nauczenia się czegoś, ale na nic moje prośby.

Nie miałam powodów, by sprawdzać w jakiej kondycji jest firma i jak wygląda nasza sytuacja finansowa. Co miesiąc mąż w gotówce dawał mi od 4 do 5 tys zł. Nie mogłam narzekać, wystarczało na spokojne, dobre życie.

 

Zorientowałam się dopiero po wielu latach, gdy do drzwi zapukał pewien mężczyzna. Myślałam, że to kolejny domokrążca, który będzie próbował mi coś wcisnąć. Otworzyłam z uśmiechem i mówię nie dziękuje. Mężczyzna spojrzał na mnie zdziwiony i przedstawił się… Komornik. To pomyłka, pobiegłam po męża. Coś tam próbował tłumaczyć, ale ten wszedł do domu. Po kilkunastu minutach komornik wyszedł. Mąż powiedział mi, że mamy długi w wysokości około 350 tys zł. Mamy? My mamy? Skąd?

Zaległości w ZUS, US, kredyt na samochód nie spłacany- stąd komornik, kredyt na maszyny też niespłacany, za chwilę zapukał kolejny komornik. Tego samego dnia mąż spakował swoje rzeczy i wyprowadził się do matki.

 

Firma stanęła. Absurd był taki, że ja nie mogłam jej zamknąć, ale wszelkie długi, które wynikały z działalności miałam spłacić! Błagałam męża, by coś zrobił, dopiero po kilku kolejnych miesiącach, zawiesił działalność. Prosiłam, by znalazł pracę, wyjechał za granicę, tam szybciej zarobi, by cokolwiek zaczął robić… Nie udało mi się go przekonać. Siedział u mamy w domu, która miała dobrą emeryturę i w pewnym momencie przestała mnie nawet wpuszczać do domu, bo jej syna to za bardzo stresowało. Tak dokładnie tak. A ja sama z ogromnymi długami i trójką dzieci na utrzymaniu!

Znalazłam pracę w biurze rachunkowym, ale zarobki wystarczały jedynie na życie, a nie na spłatę kredytów i zaległości wobec ZUS i US. Myślałam o rozwodzie, ale z tego co się dowiedziałam też niewiele by to zmieniło, bo i tak musiałabym to spłacać. Dodatkowo rozwód to kolejne koszty i nerwy. Wtedy nie było mnie na to stać!

Zlicytowali dom i samochód, a także co cenniejsze maszyny firmowe. Gdyby nie to, że moi rodzice nas przygarnęli to skończyłabym z dziećmi w kartonie. Mój mąż przez cały też czas nie zrobił kompletnie nic. Gdybym nie pracowała to nie miałabym też co dzieciom do garnka włożyć.

 

Rodzice sprzedali dwie działki, które miały być dla wnuków- ale one potrzebowały normalności teraz. Dzięki temu spłaciłam całą resztę, uregulowałam ZUS i US. Wysokość kar nałożonych przez obydwie instytucje jest porażająca, ale co miałam zrobić? Te pieniądze spokojnie wystarczyłyby dla całej trójki na studia w innym mieście! Niestety będę musiała poradzić sobie inaczej.

 

Kilka miesięcy później postarałam się o dotację z UE. Nie było łatwo, mnóstwo papirologii, chodzenia, pilnowania wszystkiego, ale się udało, założyłam własną firmę. Małe biuro rachunkowe.

Dziś zatrudniam trzech pracowników na etacie i dwóch dorywczo, mam też studentkę na praktykach. Firma się rozwija, ja zarabiam i wychodzę na prostą. A mąż? Kilka miesięcy temu zapytał mnie czy może wrócić, bo wszystko przemyślał… Powiedziałam mu, że ma więcej nie przychodzić bo tylko mnie stresuje, tak jak kiedyś powiedziała mi moja teściowa.

Lucyna, Stróże.

 


Ranking najlepszych chwilówek bez bik - 2026

Kwota pożyczki 100 do 5 000 zł
Czas spłaty 15 do 61 dni
Max RRSO 36%
Recenzja Opinie o Crezu
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 300 do 7 000 zł
Czas spłaty 7 do 62 dni
Max RRSO 0 do 298,9%
Recenzja Opinie o Feniko
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 5 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO 0 do 299,25%
Recenzja Opinie o Wandoo
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 8 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO do 299,19%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 10 000 zł
Czas spłaty 30 do 360 dni
Max RRSO do 39,55%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 3 000 zł
Czas spłaty 31 dni
Max RRSO 0% do 511%
Recenzja Opinie o Credy
Sprawdź ofertę
Autor: Beniamin Domański
Rola: Redaktor serwisu Tepozyczki.pl

Biografia: Zobacz profil autora

Redaktor finansowy specjalizujący się w pożyczkach i kredytach konsumenckich. Od kilku lat analizuje oferty firm pożyczkowych, warunki umów oraz zmiany w przepisach dotyczących kredytów konsumenckich. Specjalizuje się w tematach związanych z pożyczkami pozabankowymi, zdolnością kredytową, zadłużeniem oraz prawami konsumentów.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry