Okradł mnie syn, by spłacić swoje długi
Od kilku lat jestem na emeryturze i gdyby nie to, że syn wpędził mnie w długi, mógłbym spokojnie żyć. Mam emeryturę w wysokości 1800 zł, co na jedną osobę spokojnie wystarczy na życie, przynajmniej dla mnie. Niestety wychowałem jak się okazuje krętacza i złodzieja. Gdzie jest dziś mój syn i co robi? Nie wiem. Ponoć jest bezdomny.
Jeszcze kilka miesięcy temu sypiał w piwnicach w bloku, w którym mieszkam. Jednak szybko go przegonili. Z resztą to już szczyt, by okraść ojca i mieć czelność jeszcze robić taki wstyd!
Żona zmarła wiele lat temu na raka, ale syn był już dorosły. Zawsze były z nim jakieś problemy, ale nie takie, które spędzałyby sen z powiek. Coś tam nam podbierał z portfela czy później jak zostaliśmy we dwóch czasem znikły pieniądze odłożone na rachunki, ale przymykałem na to oko.
Problem zaczął się gdy trafiłem do szpitala. Czekała mnie kilkumiesięczna rehabilitacja, byłem już na rencie. Syn dostał pełnomocnictwo, by korzystać z konta. Miał płacić rachunki, część wziąć na życie, a część miała pozostać na koncie.
Gdy wróciłem do domu, znalazłem stertę wezwań do zapłaty. Na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej już zbierano podpisy dotyczące naszej eksmisji. W domu nie było praktycznie nic, sprzętów, nawet ubrań, a jak się później okazało syn chciał również sprzedać miejsce na cmentarzu, gdzie leży matka. To już był cios poniżej pasa. Wtedy miałem 1250 zł renty. Byłem przerażony!
Syn wrócił do domu jak gdyby nigdy nic i próbował zamydlić mi oczy, że nas okradli! Poszedłem na policję, bez wahania zgłosiłem, że syn mnie okradł!
W banku zablokowałem dostęp do konta!
Tylko dzięki dobroci mojego wcześniejszego pracodawcy szybko udało mi się dostać lekką pracę, jako stróż na parkingu. Szef też pożyczył mi ok 10 tys zł. Popłaciłem częściowo najpilniejsze rachunki. We wspólnocie mieszkaniowej jakoś udało załatwić się sprawę, rozłożyli dług na raty, dodatkowo zaproponowali, by część odpracować. Więc w nocy na parkingu i trzy dni w tygodniu zajmowałem się pracami porządkowymi. Łączna wartość długów na tamtą chwilę, to było ok 20 tys zł. Straty ponad 30-40 tys zł. Teraz ciężko mi oszacować wartość tego co zniknęło z domu. Oprócz sprzętów, biżuteria, cenne przedmioty.
Po kilku miesiącach znów wylądowałem w szpitalu. Na szczęście tylko na chwilę. Nerwy, stres, przemęczenie zrobiły swoje. Syn był tak łaskawy, że przyszedł mnie odwiedzić. Przepraszał, błagał, bym pozwolił mu wrócić. Już prawie się ugiąłem, w końcu powiedziałem, że muszę to przemyśleć. Po jego wizycie okazało się, że w moim portfelu nie ma ostatnich 50 zł, które miałem na leki i jedzenie po wyjściu ze szpitala. To był już gwóźdź do trumny! Kompletnie mnie to dobiło! Jak można tak potraktować człowieka, który dał życie, wychował, łożył na edukację, ubrania, przyjemności, zapewniał mu godne warunki! Wtedy zrozumiałem, że nie mam już syna!
Policja umorzyła sprawę przeciwko mojemu synowi z powodu braku dowodów. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał, a skoro dałem mu dostęp do konta, to nie była kradzież! Taka sprawiedliwość!
Zostałem na świecie sam. Pamiętam jak w młodości nie chciałem dzieci. Wiele osób mówiło mi będziesz miał pomoc na starość, kto poda Ci szklankę wody słyszałem?! Dziś wiem, że to tak nie działa. Możemy włożyć serce, pieniądze, dawać miłość, otaczać opieką, a w zamian dostajemy cios za ciosem.
Przez te lata borykałem się ze wstydem, obarczałem siebie za złe wychowanie, chowałem się po kątach przed ludźmi. Nadal jest mi wstyd! Większość długów już spłaciłem i odpracowałem. W mieszkaniu mam tylko podstawowe rzeczy, lodówka, pralka, na tv jeszcze mnie nie stać. Żyję bardzo skromnie, choć całe życie uczciwie i ciężko pracowałem.
Jak się niedawno dowiedziałem syn ma potworne długi, okradł mnie by je spłacić. Alkohol, narkotyki, zabawa, na to poszły pieniądze.
Kilka tygodni temu dowiedziałem się też, że nie tylko ja byłem jego ofiarą. Poznał jakąś dziewczynę, która zaprosiła go do domu. Okradł jej rodziców. Gdzie popełniłem błędy? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem!
Zygmunt, Radom.







