Banki nie pomagają potrzebującym, pozostają chwilówki!
Zawsze, ale to zawsze byłem rozsądny, przeliczałem, kalkulowałem, zawsze miałem odłożone coś na czarną godzinę. Nie nad wszystkim jak się okazuje można zapanować. Popadłem w długi nie przez alkohol, narkotyki, hazard, ale przez splot zdarzeń losowych i jedną pożyczkę pozabankową, której żałuję do dziś.
Zawsze uczciwie pracowałem, panowałem nad sytuacją finansową, nie brałem pożyczek na prawo i lewo, tym bardziej chwilówek bez zaświadczeń czy innych tego typu pożyczek na już.
Wszystko zaczęło się 10 lat temu. Miałem już wówczas kredyt hipoteczny zaciągnięty na budowę domu. Rata miesięczna 700 zł, spłacałem regularnie, żadnego poślizgu. Stała praca i dobre wynagrodzenie co miesiąc wpłynęły na decyzje o kolejnym kredycie na samochód dla żony. Dopiero co zadała prawo jazdy i nie chciała czekać z własnym samochodem. Też uważałem, że im szybciej wsiądzie za kierownicę sama i będzie jeździć, tym lepiej. Wzięlibyśmy wspólnie kredyt w wysokości 20 tys zł.
Przez kilka miesięcy wszystko układało się dobrze. Żona znalazła nową pracę, co prawda na czarno, ale z nadzieją na umowę.
Potem wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Był chłodny, mokry, jesienny dzień, żona wpadła w poślizg, cudem przeżyła! Auto nadawało się tylko na złom, ale to było nieważne, bo samochód to samochód. Najważniejsze, że żona żyła. Leczenie okazało się kosztowne. Konsultacje z prywatnymi lekarzami, rehabilitacja. Żona pracowała na czarno więc nie należało jej się żadne świadczenie.
Postanowiłem pożyczyć od rodziny 10 tys zł. Miało to wystarczyć na rehabilitację prywatną i leki. Pożyczka od rodziny, szybka, ale tez na jasnych warunkach. W rodzinie uchodziłem za osobę bardzo uczciwą i solidną! Jak już się zobowiązałem do zwrotu w określonym terminie, to tak tez miało być! Mogłem odpuścić wszystko, ale nie leczenie żony, hipoteczny i pożyczkę od rodziny!
Podsumowując, byłem już wówczas w niezbyt ciekawej sytuacji. Hipoteczny wiadomo, ale samochodowy na auto, którego już nie było mnie dobijał.
Psychicznie byłem w nie najlepszej formie. Dom, dziecko (w zasadzie duże już bo 16 lat), leczenie żony, praca wszystko było na mojej głowie. Nie dosypiałem, chodziłem zamyślony, wciąż zastanawiałem się skąd wziąć gotówkę na spłatę kredytów i pożyczek. Gdyby na tym się skończyło, to pewnie jakoś bym z tego wyszedł! Kilka tygodni po wypadku żony, przez własną głupotę ja spowodowałem kolizję. Mnie nic się nie stało, ale moje auto się posypało ze starości. Na szczęście osoby jadące drugim samochodem nie odniosły obrażeń.
Do pracy potrzebowałem samochodu! Firma ma siedzibę trochę na odludziu, bez samochodu dojazd niemożliwy. Potrzebowałem auta. Do rodziny po pożyczkę nie było już co iść! Poszedłem do banku. Miałem wrażenie, że potraktowano mnie mało profesjonalnie. Usiadłem, podałem dowód, a po trzech minutach Pani odpowiedziała mi, że nie mam zdolności. Nie zapytała o sytuację, możliwości, o nic? Weszła w BIK, sprawdziła historię i na tym koniec! Porażka, potrzebowałem tego kredytu!
W gazecie wpadła mi w oko reklama: pożyczki bez bik! Wówczas, czyli kilka late temu nie były tak popularne jak dziś. Każdy wiedział co to Provident, i tyle o pożyczkach pozabankowych. Zadzwoniłem, odebrał bardzo miły pan, umówiliśmy się na spotkanie. Przedstawiłem swoją sytuację, nie był zdziwiony, mówił, że dziś to normalne. Każdy ma długi i żyje od pierwszego do pierwszego! Pożyczkę dostałem bardzo szybko, 15 tys zł, byłem lekko w szoku. Szybko kupiłem samochód i wróciłem do życia.
Po pracy chwytałem fuchy, żona wracała do zdrowia, też powoli zaczynała dorabiać. Regularnie spłacałem wszystkie zobowiązania. Po dwóch latach, chciałem dopytać ile jeszcze mam do spłaty z tej prywatnej pożyczki. Raty były dość wysokie, bo ok 650 zł. Jak szybko wyliczyłem powinienem już mieć spłaconą pożyczkę, czyli jeszcze koszty.
Zadzwoniłem i zamarłem. Póki co spłaca pan odsetki, jak to? Okazało się, że z 15 tys, zrobiło się 60 tys. Przeczytałem umowę, co ja podpisałem! Postanowiłem spłacić ich jak najszybciej. Wziąłem kolejną pożyczkę pozabankową. Spłaciłem 60 tys, zażądałem zwrotu odsetek za skrócony okres. Okazało się, że ich nie dostanę, mało tego muszę jeszcze zapłacić za szybszą spłatę i dochodzą kolejne koszty! Nawet prawnik nie pomógł mi w tej sytuacji. Potem znów naliczyli jakieś koszty, a już miałem spłatę kolejnej pożyczki na koncie. Pętla się zaciskała!
Usiadłem na spokojnie z żoną i stwierdziliśmy, że co zrobić, trzeba powoli wszystko spłacać. I tak mijały lata. Zamiast odkładać na przyszłość dla dziecka czy swoją emeryturę, oddaję miesięcznie pieniążki nie wiem za co! Do tej pory mecze się z obydwoma pożyczkami. Spłaciłem resztę kredytów, oprócz hipotecznego zostało kilka lat!
Znów zawitałem do banku, chciałem 40 tys na spłatę pożyczek pozabankowych. Dostałem. Spłaciłem pożyczkę pozabankową. Znów jakieś koszty, odsetki, to jakaś paranoja. Chodzę od prawnika do prawnika, od finansisty i każdy rozkłada ręce. Ileż będę musiał im płacić!?
W końcu spotkałem konkretnego prawnika, sprawa trafi do sądu, jest nadzieja. Wychodzę na prostą, ale jeszcze długa droga przede mną! Teraz wiem, że przed zadłużeniem nie da się ustrzec, wszystko w rękach losu?
Bronek, Gniezno.







