Pół miliona długu od męża
Każda dziewczyna marzy o księciu z bajki. Gdy taki staje na drodze, wszystko wydaje się być już nieważne. Byłam młoda i głupia. Zakochana i niemyśląca. Mój mąż zawsze wydawał mi się człowiekiem mocno stąpającym po ziemi, bardzo zaradnym, zawsze mającym gotówkę.
Prowadził własne biznesy, dwa warzywniaki i mały punkt xero. Gdy się poznaliśmy ja miałam 19 lat, a on 31. Nie przeszkadzało mi to. Był szybki ślub, zaraz pierwsza córka, potem druga. Z resztą to on już nie miał na co czekać, dlatego naciskał na to byśmy szybko wzięli ślub, a potem dzieci! Moja rodzina nie była zachwycona, ale jako, że byłam najstarsza z rodzeństwa rodzice skupili się na wychowaniu młodszych, a tym samym ja żyłam po swojemu.
Przez kilka lat żyło nam się dobrze, choć czasem dochodziły mnie słuchy, że mój mąż ma długi u różnych ludzi, że biznesy wcale nie idą dobrze, że pożycza gdzie się da. Oczywiście pytałam go o to, zawsze zbywał mnie mówiąc, kochana wszystko idzie dobrze, pieniążki masz na koncie, zajmuj się wychowaniem dzieci, a zarabianie zostaw mi. Nie miałam powodów, by mu nie ufać.
Nie mieliśmy jakichś kokosów, ale na normalne życie wystarczało, więc też nie miałam podejrzeń, że coś jest nie tak!
Po sześciu latach małżeństwa, tuż po naszej rocznicy, ktoś ostro dobijał się do drzwi. 'Sympatyczni’ koledzy męża. Wyszedł na klatkę, krótka kłótnia, wrócił z rozwaloną twarzą. Powiedział, że to jakieś nieporozumienie. Znów mu uwierzyłam.
Dwa miesiące później policja zapukała do naszych drzwi, mąż został aresztowany, za oszustwa skarbowe. Policjanci jednoznacznie dali mi do zrozumienia, że nasza sytuacja jest zła! Zaczęłam przeglądać papiery, spotkałam się z najbliższym kolega męża. Biznesy nie szły od dawna, długi sięgały ponad milion złotych. Kredyty pod zastaw, na rozwój firmy, chwilówki bez zaświadczeń, jakieś pożyczki przez internet, od osób prywatnych, zaległości w ZUS, US. I tak uzbierała się kwota ponad miliona złotych.
Kilka dni później na spotkaniu z mężem powiedziałam, że chce rozwodu! Zgodził się bez problemu, mało tego śmiał mi się w twarz, że połowę jako małżonka bez rozdzielczości będę spłacać. I tak się stało rozwiedliśmy się, a ja dostałam pół miliona długu.
Rwałam włosy z głowy, z czego to spłacać, jak wyjść z długów, za co utrzymać dzieci. Mąż, były już wtedy, dostał trzy lata pozbawienia wolności.
Miałam dopiero 26 lat i pół miliona długu, gdyby nie to, że wprowadzono możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej, byłoby chyba po mnie. Zdecydowałam się na to rozwiązanie w ciemno, nawet nie słuchałam za bardzo radcy, który mówił co i jak.
Znalazłam pracę w sklepie, zaczęłam działać. Sama procedura ogłoszenia upadłości nie jest ani prosta, ani tania. Tym bardziej, że przeciętny człowiek, który kompletnie nie rozumie tego prawniczego języka, nie poradzi sobie z tym sam. Potrzebne jest wsparcie dobrego prawnika, a to niestety kosztuje. I tak samo ogłoszenie upadłości kosztuje, a do tego jeszcze prawnik. Z pensji zza lady ledwo mogłam utrzymać córki. Z resztą gdyby nie dobroć moich rodziców, którzy się nimi zajmowali, to nie poszłabym nawet do pracy, bo jak? Na przedszkole prywatne nie było mnie stać, a w państwowym brak miejsc. Rodzice też trochę pomagali finansowo.
Ogłoszenie upadłości ciągnęło się przez kilka miesięcy. Myślałam, że pójdzie gładko, a tu niekończące się pliki dokumentów, ciągle coś jeszcze trzeba było uzupełnić, za coś zapłacić. Szczerze to traciłam już nadzieję.
W końcu po kilku miesiącach udało się. Mogłam zacząć od nowa! Dostałam propozycję wyjazdu do pracy w Anglii. Bez zastanawiania się spakowałam i wyjechałam. Po trzech miesiącach ściągnęłam córki do siebie. Mieszkam w jednym wynajmowanym pokoju z łazienką i aneksem kuchennym, ale mam dobrą pracę i pensję, która pozwala nam na godne życie.
Zaczynamy w nowym miejscu, jak będzie nie wiem. Jedno jest pewne nigdy więcej nie będę żoną, mogę być partnerką, konkubiną, zwał jak zwał, ale nie żoną!
Anżelika, Rzeszów.







