W końcu siądzie zakład życia…?
Bez długiego wstępu, przejdę od razu do rzeczy. Jeszcze dwa lata temu miałem ponad 70 tys zł długu. Dziś jestem na plusie. Jak długo? Tego nie wie nikt. Pewnie wiele osób się zdziwi, ale nadal mam poważny problem i nie wiem czy nie wrócę, do czegoś co dawało mi prawdziwą radość.
Zaczęło się niewinnie, a w zasadzie trwało latami. Nawet nie pamiętam kiedy pierwszy raz zawitałem do zakładów bukmacherskich, miałem może nieco pond 18 lat. Wcześniej starsi koledzy wysyłali za mnie kupon. Obstawiałem od czasu do czasu. Zdarzało się kilka razy w miesiącu, a czasem nic przez kilka następnych miesięcy. Wówczas się nie zadłużałem, nie wchodziła w grę żadna pożyczka na dowód czy kredyt, by grać. Raz wygrywałem, raz przegrywałem!:)
Pracuję na etacie, w tej samej firmie od 19 roku życia, czyli już jakieś 14 lat. W międzyczasie zdążyłem się ożenić, cztery lata temu, a obecnie spodziewamy się dziecka. W długi wpadłem po ślubie. Żona wcale nie naciskała bym zarabiał więcej, ale sam chciałem zapewnić nam lepsze życie.
Trzy lata temu, dopadła mnie grypa, dwa tygodnie w domu, leżałem i nudziłem się. W końcu zacząłem bliżej przyglądać się zakładom sportowym w internecie.
Zarejestrowałem się na jednym z portali, przeczytałem regulamin od początku do końca, przelałem chyba ze 100 zł i zaczęła się zabawa. Szczerze powiedziawszy nie wiem kiedy minęło chorobowe, bo w zasadzie nie miałem czasu się nawet wyspać. Pierwsze przegrane sto złotych i kolejne, kolejne i jeszcze jedno.
W końcu żona zaczęła się denerwować. Zaczęły padać pytania: nie żal Ci? Przecież moglibyśmy za to pojechać gdzieś na weekend, mógłbyś kupić sobie coś fajnego? Nie, nie było mi żal. Do tej pory mi nie żal. Nie, nie wolę wydać tych pieniędzy w inny sposób!
Od września do stycznia przegrałem jakieś 2 tys może 3 tys. Niewielkie pieniądze, w takiej perspektywie czasu, ale żona coraz bardziej kontrolowała wydatki z naszych kont i ciężko było coś przesłać na konto w zakładach sportowych. To był czas, kiedy pojawiły się darmowe chwilówki. Wezmę, odkuję się, zarobię i zwrócę, a żonkę zabiorę na jakiś wypad. Zawsze wierzyłem, że się odkuję! Wyjdę na prostą, zarobię na tym dodatkową kasę! Polepszę nasze warunki życiowe! Choć nikt ode mnie tego nie oczekiwał, bo żona zarabiała bardzo dobrze, zdarzały się miesiące, że lepiej ode mnie! Może chciałem jej dorównać…
W każdym razie chwilówki bez zaświadczeń nie spłaciłem w terminie, zacząłem przedłużać spłatę. Potem wziąłem kolejna pożyczkę na dowód, miała być darmowa, ale że znów nie miałem na spłatę to nie była. Wszystko przegrywałem!
Między mną a żoną było źle, nie rozumiała tego, że przychodzę z pracy i od razu siadam do komputera i gram i gram! Byłem nerwowy i rozdrażniony, wkładałem tam coraz więcej kasy, a nic nigdy nie wypłaciłem. Wygrywałem nie powiem, ale zamiast wypłacać wygrane, to zaś stawiałem i przegrywałem!
W końcu chwilówki zaczęły mi ciążyć, wziąłem zaświadczenie o zarobkach i poszedłem po kredyt do banku. Na spłatę chwilówek jakieś 18 tys- tak trochę się uzbierało! I 5 tys na drobne wydatki, chyba nie muszę mówić jakie…?!
Znów usiadłem do gry z taką gotówką wierzyłem, że wyciągnę przynajmniej trzy razy tyle! Cały kredyt przegrałem w dokładnie tydzień i dwa dni! Teraz miałem już nie tylko chwilówki bez zaświadczeń niespłacone, ale i również kredyt! Nie chciałem się poddać poszedłem do drugiego banku, w którym mamy konto i wziąłem kolejny kredyt z myślą 'albo tera albo wcale!’ W końcu muszę coś wygrać! Przegrałem wszystko.
Pamiętam dzień, w którym wróciłem z pracy, a żona siedziała z rękami obejmującymi głowę. Gdy na mnie spojrzała, była cała we łzach. Co to jest, zapytała mnie podając monity? Miałam telefon z banku, że nie spłacamy rat! Jakich rat krzyczała? W życiu nie widziałem u niej takiej furii. Pracowała ciężko! Nigdy nie brała pożyczki na dowód czy kredytu, wszystko zarobione własnymi rekami! Płacz, wściekłość, furia, mieszały się u niej z bezradnością.
Następnego dnia, gdy wróciłem z pracy żona siedziała już z moją mamą. Wiedziałem, że zacznie się piekło! Nikogo tak się nie bałem jak własnej mamy. Wiem dorosły facet, ale od zawsze tak miałem…
Musiałem powiedzieć wszystko, co, jak, dlaczego i przede wszystkim ile? Było tego około 70 tys zł. Żona była załamana. Z resztą do mnie też dochodziło co się stało! Mama powiedziała, że spłaci za mnie dług, żeby mnie żona nie zostawiała, bo nie dam rady sam! I spłaciła. Odziedziczyła trochę ziemi po swoich rodzicach. Sprzedała jedną z działek, wzięła za nią ok 110 tys. Długi spłaciła za mnie w ciągu kilku miesięcy. Dodatkowo moja żona dostała jeszcze jakieś 30 tys na lokatę. Obydwa konta są pod kontrolą, każda wypłata. Dokument tożsamości jedyny jaki mam to karta do lekarza. Dowód osobisty, prawo jazdy leżą pod kluczem- zabezpieczenie, żeby kolejne prywatne pożyczki na konto ponoć mnie nie kusiły.
Tak ma być do końca terapii, maj 2016! Terapia grupowa połączona z indywidualnymi spotkaniami ma pomóc wyjść na prostą.
Zawsze wychodziłem z opresji dzięki mamie, wcale nie dziwi mnie, że wyciągnęła mnie z długów. Słyszę opinie, że jestem Piotrusiem Panem, wiecznym chłopcem, nieodpowiedzialnym dzieciakiem w skórze dorosłego człowieka! Ale taki jestem!
Niebawem będę ojcem i to dla mnie główna motywacja, by odkładać a nie oddawać bezwiednie pieniądze na zakłady! Pewnie posypią się negatywne opinie na mój temat! Chciałem tylko uświadomić ludziom, że nie każde wyjście z długów jest koszmarem! U mnie obyło się prawie bezboleśnie! Jestem szczęściarzem. Gdzieś tam z tyłu głowy wierzę nadal, że w końcu postawię zakład życia…
Olek, Jelenia Góra







