Ze skrajności w skrajność

Ze skrajności w skrajność




 

Ze skrajności w skrajność

 

Nigdy nie lubiłem liczyć pieniędzy, zastanawiać się nad nimi, kalkulować, analizować. Zawsze miałem swój świat, nigdy nie potrafiłem mocno stąpać po ziemi. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to dzięki rodzicom nie musiałem się przejmować za młodu pieniędzmi.

W domu nigdy nam nic nie brakowało. Razem z rodzeństwem chodziliśmy na zajęcia dodatkowe, co rok były wakacje, wyjeżdżaliśmy z rodzicami, a także na obozy. Z matematyki jestem całkiem dobry, w końcu skończyłem architekturę z czwórką z plusem na dyplomie. Do pieniędzy niestety głowy nigdy nie miałem.

 Po studiach szybko załapałem staż. W ogóle zarobki nie były najważniejsze, liczyła się praca, możliwość wyżycia na papierze, a później realizacji w rzeczywistości. Znajomi ze studiów zabijali się o wyższe pensje, a ja cichutko robiłem swoje. Poznałem moją żonę i wzięliśmy ślub. Wyprowadziliśmy się na swoje. Mieszkanie dostaliśmy w prezencie od moich rodziców, nie musiałem zawracać sobie głowy kredytem hipotecznym. Do pracy jeździłem autobusem, więc wydatek na samochód też odpadał.

Niestety, ale życie szybko zweryfikowało moje nastawienie do pieniądza. Krótko po wyprowadzce z domu wpadliśmy w długi. Żona humanistka również nie miała głowy do zarządzania domowym budżetem. Nie liczyłem ani ja, ani ona ile i na co wydajemy. Szybko okazało się, że wykorzystaliśmy limity na wszystkich kartach kredytowych, uruchomiony debet też czekał na spłatę. Było to jakieś 23 tys zł.

 

Poszedłem do rodziców po pożyczkę, nieoprocentowaną, wiedziałem, że nie odmówią i nie myliłem się. Ojciec od razu zrobił przelew. Dodał jeszcze, że nie musimy spłacać, bo jesteśmy na dorobku. Po raz kolejny pokazali mi, że nie muszę brać odpowiedzialności za swoje życie bo jakoś to będzie. W ciągu następnych kilku lat ratowali nas jeszcze parę razy, bo wydatki rosły, gdy na świat przyszły dzieci.

Jeden błąd księgowej w firmie mojego ojca sprawił, że rodzice stracili praktycznie wszystko. Wysoka kara nałożona przez US zmusiła ich do zamknięcia działalności i sprzedaży domu. W innym razie mogłoby się to źle skończyć. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że to ja powinienem im pomóc.

 

Pytanie było jedno: jak? Skoro sam znów wpadłem w kolejne długi i jak zwykle liczyłem na ojca, przecież przez wiele lat mi pomagał i nagle ja miałem być po tej drugiej stronie?

Usiadłem z żoną do stołu, postanowiliśmy, że zaczynamy oszczędzać. Jedzenie, wydatki na ciuchy, kosmetyki, piwo z kolegami, papierosy, wyjazdy. Zaczynamy wszystko od nowa. Nasz budżet miał być czysty, wolny od nałogów i niepotrzebnych zachcianek.

Dzieci rosły i nie podobało im się szczególnie to, że nie dostają tego czego chcą, jak miało to miejsce jeszcze jakiś czas temu. Do pracy zabierałem tylko to, co żona przygotowała w domu. Zrezygnowaliśmy z jedzenia na mieście, kupowania słodyczy, czipsów, wszystkiego co stanowiło w mojej opinii zbędny wydatek. W tamtym okresie myślałem tak: najważniejsze jest zaspokojenie podstawowych potrzeb, a resztę trzeba odkładać. Byłem tak nakręcony na oszczędzanie, że przestałem zauważać czego potrzebuje moja rodzina i ja sam.

 

Zbierałem paragony, rozliczałem żonę z każdego grosza, skrupulatnie sprawdzałem na co zostały wydane pieniądze. Każdego dnia zaglądałem na konto. Obsesja niewydawania trwała około dwóch lat. Ile zaoszczędziliśmy? Było to ok 30 tys zł. W tym czasie nie pozwaliśmy sobie na nic, nie byliśmy na wakacjach, nie wychodziliśmy nigdzie razem, poza parkiem i placem zabaw, gdzie nie trzeba było wydawać gotówki. Jeśli odłożyliśmy za mało byłem poddenerwowany i niezadowolony. 

Rodzice kupili sobie mały domek, byli już na emeryturze, ojciec coś tam próbował jeszcze rozkręcić. Ich sytuacja się ustabilizowała, więc w pewnym momencie ja też pomyślałem, że powinienem trochę poluzować.

Odwiązałem mocno zaciśnięty supeł wydatków i nawet nie wiem, w którym monecie popłynęliśmy całkowicie. Do tej pory nasze potrzeby ograniczały się do płacenia rachunków, jedzenia, picia, spania, ubrań (tanich), zwykłych kosmetyków. Nagle jak grzyby po deszczu wyrosły kolejne, a za nimi kolejne. Dzieci chciały psa, kupiliśmy psa. Była zima, postanowiliśmy pojechać na narty. Potem pomyślałem, że czas jednak kupić samochód. Wzięliśmy kredyt. I kolejna potrzeba remont mieszkania, nowy tv. Tak oto wzięliśmy kolejny kredyt.

 

Byłem tak pewny swego, że nawet nie wiem, kiedy do drzwi zapukał komornik. Jeszcze parę miesięcy wcześniej mieliśmy oszczędności, a teraz nie ma z czego spłacać rat.

Wylądowałem na fotelu u psychoterapeuty. Popada pan ze skrajności w skrajność. Z jednej strony oszczędzanie na wszystkim, ciągła kontrola każdego najmniejszego wydatku. Z drugiej całkowite rozluźnienie i brak jakiegokolwiek nadzoru nad domowym budżetem. Spojrzałem na to wszystko z boku. Miał rację, ja nie potrafiłem zarządzać pieniędzmi, albo nadmiernie odkładałem, odmawiając sobie nawet pączka, albo wydawałem na prawo i lewo. To jak efekt jojo. Głodzisz się tygodniami i miesiącami, restrykcyjnie przestrzegając zaleceń. A po tym czasie rzucasz się na jedzenie jak wygłodniały wilk, kilogramy wracają ze zdwojoną siłą.

 

U mnie działało to podobnie. Odmawiałem sobie wszystkiego, a gdy w końcu postanowiłem nieco poluzować, okazywało się, że rozwiązywałem worek z pieniędzmi do końca i chciałem jeszcze więcej. Upłynęło 13 lat nim zrozumiałem czym jest pieniądz i jak nim zarządzać.

Fanatyczne oszczędzanie i fanatyczne wydawanie dwie skrajne postawy, których doświadczałem na przemian nauczyły mnie zarządzania domowym budżetem. Postanowiłem, że długi będę spłacał na spokojnie, bez ciśnienia, nie na szybko, odmawiając sobie wszystkiego.

Porozumiałem się z komornikiem, na szczęście wierzyciele okazali ludzką twarz. Rozplanowałem budżet. Oszczędności również były w niego wpisane, ale po równi z przyjemnościami dla mnie i rodziny. Katowanie się wyrzeczeniami to nie jest najlepsza droga na wyjście z długów, przynajmniej nie dla mnie. Bo jak pęka coś w środku, to człowiek zaczyna płynąć, wracać do tego co było. Kluczowe jest odnalezienie równowagi.

Bolek, Gniezno.


Ranking najlepszych chwilówek bez bik - 2026

Kwota pożyczki 100 do 5 000 zł
Czas spłaty 15 do 61 dni
Max RRSO 36%
Recenzja Opinie o Crezu
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 300 do 7 000 zł
Czas spłaty 7 do 62 dni
Max RRSO 0 do 298,9%
Recenzja Opinie o Feniko
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 5 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO 0 do 299,25%
Recenzja Opinie o Wandoo
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 8 000 zł
Czas spłaty do 30 dni
Max RRSO do 299,19%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 10 000 zł
Czas spłaty 30 do 360 dni
Max RRSO do 39,55%
Sprawdź ofertę
Kwota pożyczki 500 do 3 000 zł
Czas spłaty 31 dni
Max RRSO 0% do 511%
Recenzja Opinie o Credy
Sprawdź ofertę
Autor: Beniamin Domański
Rola: Redaktor serwisu Tepozyczki.pl

Biografia: Zobacz profil autora

Redaktor finansowy specjalizujący się w pożyczkach i kredytach konsumenckich. Od kilku lat analizuje oferty firm pożyczkowych, warunki umów oraz zmiany w przepisach dotyczących kredytów konsumenckich. Specjalizuje się w tematach związanych z pożyczkami pozabankowymi, zdolnością kredytową, zadłużeniem oraz prawami konsumentów.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry