Wyszłam z długów dzięki samozaparciu
Jeszcze jakiś czas temu irytowały mnie wiadomości o wzroście gospodarczym, lepszym życiu, wyższych zarobkach, mniejszym zadłużeniu Polaków. Omijałam wszelkie kanały informacyjne i programy, w których uśmiechnięta prezenterka informowała jak to cudownie nam się żyje! Tylko komu? W moim otoczeniu nie znam rodzin, singli, którzy mogliby sobie pozwolić na więcej bez zaciskania pasa. Każdy gdzieś tam w swoim życiu ma problemy finansowe, trudności, z których albo się podnosi albo, właśnie albo co? Chciałabym wyznawać zasadę w życiu, którą kierował się mój ojciec, żadnych kredytów, a tym bardziej chwilówek bez zaświadczeń. I wcale nie zarabiał dużo, a z mamą wychowali dwoje dzieci. Bez wspomagania zakupami na raty, kredytami samochodowymi, gotówkowymi czy szybkimi pożyczkami na dowód bez zaświadczeń.
Chciałabym wyznawać taką zasadę, ale cóż skoro można mieć coś teraz, to po co czekać? Zwłaszcza że jestem osobą bardzo niecierpliwą. Moja historia z długami nie zaczęła się dawno, wpadłam w nie bardzo szybko i być może nie było to wielkie zadłużenie (wszystko zależy od zasobności portfela i zarobków), ale dla mnie kilkanaście tysięcy złotych było dużym obciążeniem. W zasadzie to nawet nie wiem jak to się stało, że wpadłam w taką spiralę. Zawsze rozsądnie korzystałam z oferty banków… Pieniądze przesłoniły mi jednak racjonalne myślenie.
Mam 45 lat, żyję w dużym mieście, jestem sama, z wyboru, a może tak chciał los. Nie będę się w to wgłębiać, bo nie o tym chcę opowiedzieć. Ma to jednak duże znaczenie, bo jak wpadłam sama w długi to i sama musiałam z nich wyjść. Co jak co, ale we dwoje zawsze jest łatwiej. Dodatkowa wypłata, psychiczne wsparcie każdego dnia, łatwiej wspólnie coś wymyślić. Jakieś cztery lata temu, zmarł mój ojciec, odziedziczyłam mieszkanie, duże, 85 m kw, w pięknej, starej, ale bardzo zadbanej kamienicy, na spokojnym osiedlu. Własne M, w wieku 40 lat, zresztą moje mieszkanie z dzieciństwa. Przez 20 lat żyłam w wynajmowanych, najczęściej M2, nie przywiązywałam się za bardzo, nie wiele zmieniałam, bo w końcu to i tak nie było moje. Po śmierci taty przeprowadziłam się do nowego M, miałam jakieś 60 tys oszczędności. Brat dostał od rodziców działkę i 100 tys na budowę domu. Mieszkanie było tylko moje. Wiem zabrzmi to może dziwnie, bo straciłam ojca, ale nieco odetchnęłam, że spadną ze mnie koszty wynajmu (900 zł miesięcznie).
Zarabiam od 2500 do 3500 zł czasem 4000 zł miesięcznie. 900 zł, które pozostanie w kieszeni to dużo. Zabrałam się za remont. Wynajęłam ekipę z polecenia, zamierzałam remontować etapami, by nadmiernie się nie obciążać. Założyłam, że na remont przeznaczę oszczędności, ok 40 tys, ewentualnie wezmę kredyt do 20 tys. Byłam przekonana, że zamknę się w tej kwocie. Nigdy nic nie remontowałam, więc nie bardzo wiedziałam co i ile kosztuje.
Ponieważ nie mam samochodu, wszystkie materiały musiałam zamawiać z dowozem i wniesieniem, bo raczej sama bym nie dała rady! Pieniądze rozpływały się bardzo szybko. Ciągle czegoś brakowało, do tego problem gonił problem, a to robotnicy przecięli jakiś kabel elektryczny i wysadzili korki w całej kamienicy, a elektryk skasował mnie ekstra, a to konieczne okazało się jakieś pozwolenie na wyburzenie ściany, postawienie innej. Za wszystko zapłać. W końcu z moich oszczędności pozostało 15 tys. A zrobione były tylko trzy pomieszczenia! Postanowiłam ciągnąć remont, mam w końcu własne M!
Jakoś wtedy miła Pani zaoferowała kartę kredytową. Nigdy nie korzystałam, ale to był ten czas. Wzięłam. W drugim banku kredyt odnawialny. Pierwsza pożyczka na dowód przez internet, kolejna i kolejna, i jeszcze jedna. Później przedłużanie terminów spłaty i dobieranie następnych. Kredyt gotówkowy na 12 tys i karta kredytowa w drugim banku. Mieszkanie w kilka miesięcy było gotowe. Wykończone i urządzone tak jak chciałam!
Wtedy przyszedł pierwszy monit. Szybka pożyczka na dowód przez internet nie została spłacona, przeoczenie? Później już poszło, nie byłam w stanie z zarobionej pensji spłacać kart kredytowych, rat kredytu, przedłużać chwilówek bez zaświadczeń. Bank dość szybko zablokował mi karty i niestety wypowiedział kredyt gotówkowy. Usiadłam w salonie i zaczęłam liczyć. Przy najbardziej optymistycznej prognozie na życie zostanie mi 250 zł. Moje długi wynosiły łącznie 35 tys zł. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej miałam prawie dwa razy tyle oszczędności, a teraz jestem tyle pod kreską.
Nie chciałam prosić nikogo o pomoc, zresztą nie potrafiłabym, zawsze sama ze wszystkim dawałam radę. Chciałam zaciągnąć konsolidacyjny w banku chociaż na gotówkowy i karty oraz kredyt odnawialny, nie udało się. Zaczęłam szukać w internecie prywatnych pożyczek konsolidacyjnych. W zasadzie to żaden problem, koszty niemałe, ale w jeden dzień pozbyłam się wszystkich długów na rzecz jednej raty.
Postanowiłam, że miesięcznie będę spłacać 1500 zł. I tak też zrobiłam. Zrezygnowałam z wszystkiego co było zbędne! Telewizja kablowa, pakiet filmowy- zbędne! Wizyty u fryzjera- tak, ale tylko cięcie, a farbowanie już w domu! Abonament telefoniczny zamieniłam na kartę, do tego skorzystałam z opcji rok ważności konta, bez konieczności regularnego zasilania konta. Jedzenie tyko na promocjach, tanie i proste w przygotowaniu. Rzuciłam palenie. Żadnych restauracji, kina i innych rozrywek. W zamian za to kolejne pół etatu. Dość szybko znalazłam pracę po godzinach. Na co dzień pracuję w administracji, po godzinach zaczęłam sprzątać.
Było ciężko, żyć pracą, mieć długi, padać na twarz wieczorem i następnego dnia to samo. Potrzebne jest duże samozaparcie. Miewałam momenty zwątpienia, nie dam rady, nie mam siły. Przecież ja nie żyję, tylko wegetuję! Ileż można pracować. Każdego dnia powtarzałam sobie, że będzie tak tylko przez jakieś kilkanaście miesięcy, później wszystko wróci do normy. I tak z dnia na dzień żyłam, spłacałam dług, modliłam się o siłę i zdrowie, wstawałam rano i znów zaczynałam kolejny dzień bez prawa do odpoczynku. Na początku tego roku udało się, spłaciłam ostatnią ratę! Wyszłam na zero! Miałam czyste konto. Bez oszczędności, ale i bez długów. Jaka byłam i jestem z siebie dumna!
W maju po kilku latach pracy przez siedem dni w tygodniu na dwóch etatach, wyjechałam na wakacje. Kusząca była pożyczka przez internet na konto, by polecieć do Tajlandii i spełnić swoje marzenie po latach wyrzeczeń. Postanowiłam jednak, że zarobię na Tajlandię, a póki co wystarczą Kanary:) To był urlop, który wykorzystałam w stu procentach, nigdy nie doceniałam tak czasu wolnego jak wówczas.
Silna wola, rezygnacja ze wszystkiego co nie jest potrzebne i dodatkowa praca to droga dla każdego, kto szuka wyjścia z długów. Łatwo w nie wpaść, ale ciężko się wychodzi. Problemy finansowe, które mnie dotknęły mają swoje plusy! Zamieniłam posadę w administracji na własną działalność, prowadzę firmę, która realizuje usługi sprzątające, porządkowe, czystościowe. Zatrudniam ludzi i sama się tym też zajmuję. Zarabiam lepiej, oszczędzam. We wrześniu skusiła mnie pożyczka chwilówka na dowód, ale tylko jedna.
Malwina, Wrocław







