Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?

  • 1 000
  • 60 000
  • 120 000
  • 180 000
  • 240 000
  • 300 000

Na ile rat?

  • 10
  • 60
  • 120

Twoje Dane

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Urodzony hazardzista i pożyczki pozabankowe

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 09-11-2015/12:40

Urodzony hazardzista i pożyczki pozabankowe

Reklama


 

Urodzony hazardzista

 

Zawsze, gdy poznaję człowieka padają te same słowa: jestem hazardzistą, obecnie nie gram, ale co będzie jutro tego nie wie nikt! Oczywiście nie od razu przy pierwszym podaniu ręki, ale w trakcie kolejnych spotkań zazwyczaj mówię o tym, że jestem hazardzistą. Już na samą myśl o adrenalinie, podnieceniu, ekscytacji przy ruletce mam ochotę wskoczyć w wypachnione ubrania i ruszyć, by tym razem fortuna się do mnie uśmiechnęła.

 

Byłem, jestem i będę hazardzistą. Hazardzistą zwyczajnie się jest! Pochodzę z majętnej rodziny, było co przegrywać, ale znam również takich hazardzistów, którzy nie mieli za co grać, a grali. Każdy, kto chce zagrać wyciągnie pieniądze choćby spod ziemi.

 

Na brak gotówki nigdy nie narzekałem. Ojciec miał głowę do interesów, zaczynał od przyczepy z kurczakami z rożna, a skończył na kilku restauracjach. Dodatkowo wszedł w inne biznesy, współwłaściciel dużego, świetnie prosperującego warsztatu samochodowego. Sprowadzał również maszyny, samochody oraz części zza granicy. Mama z zawodu lektor, wykładała na uczelniach prywatnych. Było nas dwoje ja i mój brat, różnica wieku rok na moją korzyść, jestem młodszy.

 

Wychowywali nas identycznie, dlaczego on poszedł w ślady ojca i jest przykładnym obywatelem, a ja czarną owcą? Przeznaczenie, geny, dlaczego ja jestem hazardzistą, a nie on? Coś tam musi być gdzieś zapisane! W karty graliśmy od zawsze z ojcem, ja w tym obszarze przejawiałem szczególne zdolności, ogrywałem dzieciaki, starszych i znajomych od rodziców. Z talią kart nie rozstawałem się przez lata. Im byłem starszy, tym chętniej grałem na pieniądze. Zakładaliśmy się o 5 czy 10 zł. Zazwyczaj wygrywałem, ale o ile w kartach liczy się nie tylko szczęście, ale również inteligencja, o tyle w ruletce bardziej przydatne jest to pierwsze.

 

I tak sobie żyłem przez kolejne lata. Pierwszy raz kasyno odwiedziłem, gdy miałem 20 lat. Ależ byłem podniecony na myśl o wizycie tam. Szykowałem się choćbym miał iść na randkę z Penelope Cruz albo Angeliną Jolie. Najlepsze ciuchy, drogie dodatki i po brzegi wypchany portfel. Do magicznego świata wprowadził mnie bliski znajomy mojego brata. W zasadzie to szliśmy w trójkę, ale mój brat nie wykazywał większego zainteresowania! I szybko nas opuścił!

 

Ponoć za pierwszym razem zawsze się wygrywa! I w tym wypadku widać, że jestem wyjątkiem, przegrałem wszystko! Cóż, nie rozpaczałem zbytnio, bo nie była to dla mnie jakaś wielka kwota. Doznania, przeżycia zrekompensowały pierwszą porażkę. Już wtedy wiedziałem, że wrócę i kasyno nie musiało długi na mnie czekać!

 

Byłem regularnym bywalcem. I tak całe studia. W trakcie założyłem agencję pośrednictwa pracy, głównie szukałem pracowników do Niemiec i Holandii. Agencja przynosiła spore zyski, bo chętnych do pracy za granicą nie brakowało! Poza tym dostałem jedną z restauracji od ojca i część  udziałów w warsztacie. Od ojca otrzymałem w prezencie działkę i miał płacić za każdy etap budowy. Dom stanął w półtorej roku.

 

W międzyczasie poznałem moją przyszłą żonę. Wzięliśmy ślub dość szybko i na świat przyszedł nasz pierwszy syn, a potem dwie cudowne córeczki, bliźniaczki. Byłem w nich zakochany:) Moja największa radość i szczęście dzieci:) Nikt nie wiedział o hazardzie. Przez kilkanaście lat skrzętnie potrafiłem to ukrywać. 

 

Dużo pracowałem, delegacje, nowe biznesy, pomoc starzejącemu się ojcu wszystko było przykrywką dla kilku godzin spędzonych w kasynie. Za każdym razem szykowałem się tak samo, jak na spotkanie z kobietą, najlepsze ciuchy, dodatki i perfumy. Zawsze czułem tą samą ekscytację. Ten, kto tego nie przeżył, nigdy nie zrozumie.

 

Żona o nic nie pytała, w zasadzie nie miała czasu, trójka małych dzieci, pieniądze na koncie były, więc nie było powodów do obaw, w jej mniemaniu. Z czasem jednak coraz trudniej było mi uzupełniać regularnie konto, zwłaszcza że zona przyzwyczaiła się do niemałych wpływów.

Grałem. Wygrywałem. Przegrywałem. Ten minus jednak z czasem coraz bardziej mi ciążył. W końcu przegrałem mój pierwszy biznes, agencję pośrednictwa pracy, restaurację, udziały w warsztacie. Potem poszło z górki, zastawiałem samochody i na końcu dom. Żona o tym, że dom już nie należy do nas, dowiedziała się dwa dni przed wyprowadzką. Wynająłem nam mieszkanie. Zacząłem kombinować, na czym by tu szybko zarobić. Ruletka. Nic innego nie pozostaje. Każdy hazardzista o tym wie i każdy hazardzista walczy do końca.

 

Zaczęły się prywatne pożyczki na konto, ale nie tylko na moje nazwisko. Chyba nie było znajomego, który nie wziąłby dla mnie kredytu bez zaświadczeń. Ludzie mi ufali, w końcu mój ojciec pracował na nasze nazwisko latami. Brat, bratowa też brali dla mnie pożyczki pozabankowe. Pożyczałem, gdzie się dało i od kogo się dało! Nie wiem ile przegrałem, ale czy to ma znaczenie, liczą się przeżycia i doznania.

 

Nie czułem potrzeby, by się leczyć. Po co? Jestem hazardzistą i żadna głupia terapia tego nie zmieni! Komu jednak jak komu, ale mamie się nie odmawia! Przyszła i wręczyła kopertę, a w niej miejsce w prywatnej klinice leczenia uzależnień, położonej nad morzem, w pięknej okolicy. Powiedziała, że następnego dnia mnie zawiezie. Zgodziłem się.

 

Tego samego dnia zastawiłem zegarek, który był pamiątką rodzinną i poszedłem do kasyna, w końcu miałem się  z nim pożegnać? Przegrałem. Następnego dnia pojechałem z mamą do piekła, bo wcale mi się tam początkowo nie podobało. Klaustrofobiczny pokój i wkoło ludzie z problemami.

Mam 35 lat, nazywam się Robert, jestem hazardzistą. W końcu spotkałem ludzi, którzy mnie rozumieli, byłem lekko zdezorientowany. Nagle nikt mnie nie obwiniał, nie oskarżał, uznawał za wariata, dla nich byłem normalny! Zobaczyłem skalę problemu.

 

Zacząłem coś rozumieć, coś  do mnie docierało bardzo powoli. Uświadomiłem sobie jak wiele hazard dla mnie znaczy. Nie dzieci, nie żona, ale ukochana ruletka, to ona była moim życiem, moją panią, to ona dostarczała mi powodów do radości i smutku, to ona dawała emocje. Nic nie było ważniejsze! Na początku przeszedł mnie dreszcz, zacząłem palić, swoją drogą mama wiedziała co robi, dając mi karton fajek.

To był ten moment kiedy postanowiłem poszukać doznań, radości, smutków gdzie indziej. Zacząłem liczyć długi, rozmawiać z żoną i błagałem ojca o wybaczenie. Tyle lat pracował na swoje nazwisko, a ja to zniszczyłem. Może jednak nie do końca?

 

Nie chciałem opuszczać kliniki, było mi tam dobrze, ale terapia musiała kiedyś się skończyć. Wyszedłem na 'wolność'. Żona już mnie nie chciała, nie dziwię jej się. Za to dzieciaki się ucieszyły, jestem jej wdzięczny, że nie nastawiła ich przeciwko mnie! Ojciec dał mi kolejną szansę, pracę u siebie w restauracji.

Chciałem być niezależny. Otworzyłem agencję reklamową, kreatywności nigdy mi nie brakowało! A jak wiadomo w tej branży nie brakuje stresujących momentów i chwil z szampanem w ręku. Z powodzeniem prowadzę firmę od roku.

 

Kiedy spłacę długi? Nie wiem… Staram się pomału regulować wszystkie zobowiązania, spłacać znajomych i rodzinę, ale potrwa to kolejnych kilka lat. Hazardzistą jak alkoholikiem jest się całe życie. Co mi pomogło? Nie mam już złudnego poczucia, że się odegram.

Robert, Gdańsk.

 

Reklama

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha

Dodane komentarze

0

remek Data dodania: 17-05-2017 10:34 Najtrudniej było mi zrozumieć to, że nie powinienem w ogóle grać, bo jak zacznę, to znów stracę kontrolę nad swoim życiem. Przez lata wydawało mi się, że gram, bo chcę, ale w każdej chwili mogę przestać. Teraz nauczyłem się pokory. Nie gram nawet w lotka. I mam nadzieję, że tak zostanie. Ale sam bym do tego wszystkiego nie doszedł. Musiałem skorzystać z profesjonalnej pomocy. Spędziłem dwa miesiące w prywatnym ośrodku Wsparcie w Koszalinie. Terapia kosztowała mnie sporo, ale to i tak mniej niż wydawałem na hazard.

0

Rafał Data dodania: 04-11-2016 12:36 bardzo smutna historia, ale teżpouczająca, natrafiłem w google'ach na nią przez przypadek i postanowilem kliknac, ostatnio bylem pierwszy raz na automatach i wygrałem 300zł, chcialem w ten weekend isc jeszcze raz, ale po lekturze dwa razy sie zastanowie zanim jeszcze raz zagram... DZIĘKUJĘ

0

Aneta Data dodania: 14-09-2016 12:47 moj tata jest hazardzista, ocknal sie dopiero wtedy, gdy mama go zostawila i sie wyprowadzila ze mna i z bratem z domu, na pewnym etapie to moze pomoc juz tylko terapia

0

DDA Data dodania: 01-06-2016 10:51 żeby wyjść z uzależnienia, co by to nie było, alkohol, dragi, hazard, trzeba siegnąć dna i poczuć to dno. a i tak na nie wszystkich to działa. mój ojciec był alkoholikiem i nie ocknął się nawet wtedy gdy wylądował na bruku.

0

Musiał Data dodania: 22-11-2015 17:56 Z uzależnienia próbuję wyjść od lat i wcale mnie nie dziwią takie historie. Sam żyję na wynajmowanym pokoju, bo nawet na mieszkanie mnie nie stać! Każdy dzień to praca i maszyny, czasem nie śpię. Wciąż przegrywam, leczę się, ale na razie nie ma efektów!

0

Palno Data dodania: 13-11-2015 20:33 Do Rinke: Hazardzistą człowiek jest całe życie, więc nie da się już z tego wyjść!

0

Derka Data dodania: 10-11-2015 19:11 Żyję z hazardzistą od 20 lat. Długi, długi, długi, płacz do poduszki, odmawianie sobie i dzieciom. Każdy kolejny dzień to znak zapytania....życie z hazardzistą to wyzwanie...!

0

Rinke Data dodania: 10-11-2015 16:37 Nie wierzę, że da się z tego wyjść. Każdy hazardzista kiedyś znów się złamie.
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.