Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?

  • 1 000
  • 60 000
  • 120 000
  • 180 000
  • 240 000
  • 300 000

Na ile rat?

  • 10
  • 60
  • 120

Twoje Dane

strona główna > blog pożyczkowy > Jak wyszedłem z długów > Studentka się zadłużyła i co teraz?

Ocena: 5, Głosów: 21, Data dodania: 13-02-2017/11:19

Studentka się zadłużyła i co teraz?

Reklama


 

 

Nieroztropna studentka

             Wydaje mi się, że większość młodych ludzi, zwłaszcza tych świeżo po maturach, marzy o wolności i swobodzie. Przynajmniej tak było w moim przypadku, miałam kompletnie dość mieszkania w domu razem z ojczymem, mamą i trójką młodszych braci. W domu nie miałam ani chwili spokoju oraz ani jednego metra przestrzeni tylko dla siebie. Ci co mają małe mieszkania i większą rodzinę niż 3 osoby, na pewno mnie zrozumieją. Już na długo przed maturami o niczym innym tak nie marzyłam jak o przeprowadzce z rodzinnego domu. Po zdanych maturach w końcu mogłam zrealizować swoje największe pragnienie. Jeszcze przed majem zaczęłam szukać pracy, która stanowiłaby moje źródło dochodu. Miałam szczęście, bo już w pierwszym tygodniu poszukiwań znalazłam pracę jako kelnerka w jednej z restauracji w centrum. Początkowo miałam się przyuczać, a po napisaniu wszystkich egzaminów maturalnych przystąpić do normalnej pracy na pełen wymiar godzin. Praca była ciężka.

 Mówili mi na rozmowie kwalifikacyjnej, że tylko po 8 godzin, a okazało się po podpisaniu umowy, że z ośmiu zrobiło się dziesięć, a czasami nawet dwanaście. Do tego, z racji, że restauracja mieściła się na starówce ruch był praktycznie przez cały czas, od rana do wieczora. Miało to oczywiście też swoje dobre strony. Faktycznie po całym dniu nogi dosłownie wchodziły mi w tyłek, za to z napiwków potrafiłam w przeciągu całego dnia uzbierać drugą dniówkę. Już pod koniec czerwca miałam odłożoną kwotę, która pozwoliła mi na wynajęcie pokoju wraz z zapłatą kaucji. Mama z ojczymem nie robili mi problemów, szczerze mówiąc to każdy cieszył się, że będzie trochę więcej miejsca w domu.

 Z rodzicami i braćmi kontakt miałam dobry, ale też przecież nie wyprowadzałam się do innego kraju czy nawet miasta, więc wiadome było, że będę często przyjeżdżać do domu. Do tej pory oczywiście pomagałam przy codziennych domowych obowiązkach, ale większość z nich jak można się domyśleć spoczywała na mojej mamie. Natomiast teraz nie dość, że pracowałam średnio po dziesięć godzin dziennie to jeszcze musiałam sama zadbać i pomyśleć o wszystkim. Zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie, nawet nie myślałam, że to pochłania tyle czasu i energii. Ale jakoś dawałam radę, zarówno finansowo jak i organizacyjnie. Tak zwane „schody” zaczęły się robić dopiero po rozpoczęciu roku akademickiego w październiku. Z racji, że zdecydowałam się studiować psychologię na dziennych studiach na Uniwersytecie Warszawskim moja dyspozycyjność względem pracy uległa znacznemu pogorszeniu.

 O ile miałam odłożone pieniądze i październik przepracowałam jeszcze w miarę normalnie, to od listopada zaczęło się robić „gęsto” na uczelni, wykładowcy wymagali obecności na wykładach i niestety musiałam z czegoś zrezygnować. Odbiło się to oczywiście kosztem pracy, a co za tym idzie również finansów. Zamiast pięciu, a nawet czasami sześciu dni w tygodniu jak to bywało do tej pory mogłam pracować jedynie weekendami i czasami w tygodniu po południu, czasami nie wychodziło w tygodniu nawet pół etatu.

 Przez okres wakacji z racji, że zarabiałam przyzwoicie przyzwyczaiłam się do pewnego poziomu życia. Nie patrzyłam zbytnio na cenę jeśli chodzi o artykuły spożywcze czy jedzenie, po prostu kupowałam na co miałam ochotę. Podobnie zresztą rzecz się miała jeśli chodzi o ubrania. No i tutaj zderzyłam się ze ścianą, bo nawyki pozostały, jednak sytuacja finansowa uległa znacznemu pogorszeniu. Nie mogłam trochę się z tym pogodzić, więc grudzień przywitał mnie brakiem oszczędności i dwiema stówami na trzy tygodnie po zapłaceniu czynszu. Od rodziców zbytnio nie miałam co liczyć na pomoc finansową, bo im też się nigdy nie przelewało. Pewnego razu, już nawet nie pamiętam w jakiej to było sytuacji, natrafiłam na reklamę szybkiej pożyczki na stronie mojego banku.

 Kliknęłam bez większych nadziei i ku mojemu zdziwieniu dostałam 1000zł! To było dla mnie jak wybawienie! Przez kilka miesięcy tak funkcjonowałam, że trochę zarobiłam, żyłam jak mi wygodnie, a co mi brakowało to pożyczałam przez chwilówki czy mój kochany szybki kredycik. Spłacałam tak, żeby dostać następny i równowaga jakoś była zachowywana. Wszystko było w porządku, aż do momentu letniej sesji. Wtedy miałam naprawdę dużo spraw na głowie i intensywny okres na uczelni i zwyczajnie nie miałam czasu pracować. Ledwo starczyło mi na zapłacenie czynszu za pokój, a stołowałam się najczęściej w rodzinnym domu. Jak zapewne wiecie z własnego doświadczenia, jak coś zaczyna się sypać i iść nie tak to wszystko naraz. Tak też było w tym wypadku, sama do tej pory niezbyt wiem jak moje drobne pożyczki przerodziły się w dług przekraczający dziesięć tysięcy złotych!

 Oczywiście, że nie obwiniam za ten fakt nikogo, jestem sama sobie winna. Gdybym rozsądnie gospodarowała się pieniędzmi i nie szła na łatwiznę to nigdy by nie doszło do takiej sytuacji. Ale czasu nie cofnę, a dzięki temu dostałam naprawdę potężną lekcję pokory i dorosłości. Nadal mieszkam sama i studiuję. Znalazłam pracę, która daje mi stały dochód i jestem w stanie ją pogodzić z uczelnią. Swój dług sukcesywnie spłacam i choć do końca jeszcze mi trochę zostało jestem dobrej myśli. 

Malwina, Warszawa

Reklama

Skomentuj artykuł

Twoję Imię:
Komentarz:
Captcha
align center Podobne artykuły, które mogą Cię zaciekawić
Ta strona korzysta z plików cookies, co umożliwia rozpoznawanie danego użytkownika przez serwer. Umożliwia to wygenerowanie strony www, opierając się głównie na jego preferencjach. Szczegóły zawarte są w zakładce: Polityka Prywatności. Korzystając, zgadzasz się na warunki tam zawarte.